wtorek, 19 czerwca 2018

Cześć!

Dzisiaj, po dłuższej przerwie krótki wpis o tym, co znalazło się w tym roku na moim parapetowym ogrodzie. Mowa o bazylii - ziele, które nadaje zupełnie innego smaku potrawom, aromatu sałatkom i orzeźwienia napojom.



Bazylię w doniczkach zewnętrznych wysiałam jakieś półtora miesiąca temu. Rośnie wolno, ale jej liście są mięsiste i naprawdę aromatyczne. Czekam aż jeszcze podrośnie i przyrządzę pyszne spaghetti!

Bazylia najbardziej lubi nasłonecznione oraz zaciszne miejsca - parapet w kuchni okazał się miejscem idealnym. Roślina powinna dorosnąć do wysokości około 30-60 cm. U mnie niestety aż taka wysoka nie urośnie ze względu na to, że gdy tylko ładnie odbije - szybko ją do czegoś zużywam.



Wskazówka: z bazylii nie obrywamy pojedynczych liści, ale uszczykujemy wierzchołki rośliny, tak, by mogła na spokojnie się rozkrzewić w tym miejscu.

Bazylia jest idealna nie tylko do przyrządzania potraw, ale także do działań leczniczych. Wykorzystuje się ją przede wszystkim podczas aromaterapii - ma działanie antydepresyjne i relaksujące.

Jakie korzyści płyną ze stosowania bazylii?

  • Zwiększa wydzielanie soków trawiennych - co skutkuje zmniejszeniem wzdęć oraz ułatwieniem przemiany materii. 
  • Można z niej przygotować aromatyczną oliwę, którą z powodzeniem można stosować na co dzień. 
  • Podkreśla smak potraw w towarzystwie pomidorów, mozzarelli, sałatek, serów, deserów oraz napojów. 
  • Świeży sok z bazylii pozwala na szybsze regenerowanie się skóry. 

Macie w swoim ogrodzie bazylię? A może tak, jak ja preferujecie uprawę doniczkową? Jakie potrawy z bazylią lubicie najbardziej? Czekam na Wasze komentarze! 

środa, 4 kwietnia 2018

Witaj kwietniu! 

Powrót po Świętach bywa trudny, zwłaszcza, jeśli chodzi o zdrowe odżywianie się. Ja od wczoraj zdecydowałam się dojeść wszystkie resztki i przygotować sobie zdrowe słodycze do pracy - w dzisiejszym poście Fit Lion - zdrowsza wersja popularnego batonika, smaczna i sycąca. 


Przygotowanie batoników zabiera naprawdę mało czasu, najwięcej zajmuje chyba namoczenie daktyli i schłodzenie batoników. Polecam każdemu, kto powoli przestawia się na zdrowsze zamienniki słodyczy, ale nie do końca chce z nich zrezygnować. 

Lista produktów:
  • 15 sztuk daktyli suszonych,
  • 3 pełne łyżki masła orzechowego,
  • 2-3 pokruszone wafle ryżowe,
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady.

Daktyle moczymy w gorącej, przegotowanej wodzie około 30 minut. Po tym czasie całość blendujemy na gładką masę. Daktyle są cennym źródłem cukrów prostych czyli energii - cenne przy długotrwałym i intensywnym wysiłku. Pomagają uzupełnić glikogen i potas. 


Do masy daktylowej dodajemy masło orzechowe oraz wafle ryżowe. Całość mieszamy do połączenia się składników. 

Masło orzechowe jest tłuste i bardzo kaloryczne, jednak jego rozważne spożywanie w połączeniu z aktywnością fizyczną nie powinno prowadzić do negatywnych skutków. Pamiętajcie, by wybierać takie masło orzechowe, które ma w swoim składzie jedynie 100% orzeszków, bez dodatku cukru, soli czy tłuszczu palmowego. 


Ugniatając masę ręką tworzymy kształt batoników (tak, wiem, że wyglądają dwuznacznie! :D), kształt może być dowolny, ważne jednak, by nie były zbyt duże - ciężko je będzie później pokryć gorzką czekoladą. Po przygotowaniu batoników całość wsadzamy do lodówki na około 10-15 minut. 


W kąpieli wodnej rozgrzewamy czekoladę - NIE DOPROWADZAMY DO JEJ WRZENIA. Czekolada powinna być płynna i bez grudek oraz oddzielającego się tłuszczu. 


Batoniki zanurzamy w czekoladzie, obracamy i układamy na papierze do pieczenia. Gdy czekolada zastygnie całość wkładamy ponownie do lodówki. Po schłodzeniu przekładamy do szczelnego pudełka. Gotowe batoniki możemy przechowywać w lodówce do tygodnia (u nas i tak znikają szybciej). To dobry zamiennik typowych słodyczy, sycący i smaczny. Powodzenia!

Jeśli wykorzystacie ten przepis, dajcie znać, jak wyszły Wasze batoniki! Mam nadzieję, że czasami w domu eksperymentujecie z przepisami na domowe słodycze. A może robiliście już jakieś smaczne, słodkie przekąski? Pochwalcie się w komentarzach! 

piątek, 30 marca 2018

Cześć!

Dzisiaj przychodzę do Was z naprawdę fajnym i szybkim pomysłem na smaczny sernik, idealny na Święta Wielkanocne. Potrzeba naprawdę niewielu składników, by całość wyszła puszysta, wilgotna i przepyszna.
Ta wersja sernika jest dla osób, które nie chcą pożałować sobie większego kawałka a uważają na tworzenie się nadwyżki kalorycznej. Przygotowanie jest banalne, więc do dzieła!

Czego będziecie potrzebować?
  • 1 kostka twarogu 
  • 1 saszetka budyniu waniliowego (w wersji bez cukru) 
  • 2 duże jajka 
  • 200 g jogurtu naturalnego 
  • 1 duża łyżka miodu lub syropu klonowego 
  • owoce lub orzechy do dekoracji 
  • opcjonalnie aromat waniliowy dla podkreślenia smaku
Do przygotowania sernika potrzebne będą Wam:
  • blender
  • tortownica
  • papier do pieczenia
Na początku oddzielamy białka od żółtek. Do miski dodajemy twaróg, budyń, jaja, jogurt naturalny, słodzik (miód) oraz aromat waniliowy (kilka kropel powinno wystarczyć).
Całość blendujemy na gładką masę, by konsystencja odpowiadała konsystencji gęstej śmietany. 
Białka umieszczamy w wysokim naczyniu i ubijamy na sztywno.
Obie masy łączymy ze sobą - zrób to delikatnie za pomocą łyżki.
Do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy wlewamy powstałą masę i dekorujemy np. orzechami. U mnie były to solone, prażone migdały rozdrobione w moździerzu. 
Całość pieczemy w piekarniku (tryb góra-dół, bez termoobiegu) przez 40 minut w 150 °C.


Po upieczeniu lekko uchylamy piekarnik i zostawiamy tam sernik do ostygnięcia. Przed pokrojeniem sernik musi być naprawdę ostudzony. 
Sernik smakuje fantastycznie, jest wilgotny, ma fajną, lekką konsystencję, idealny dla łasuchów, którzy w świątecznym czasie chcą pozwolić sobie na małe co nieco, bez wyrzutów sumienia.

Jedna mała uwaga - jeśli zrobicie go przed świętami nie gwarantuję Wam, że do świąt wytrzyma. Znika w okamgnieniu! 

Podczas Świąt Wielkanocnych jakie ciasta u Was królują? Mazurki, babki czy może właśnie sernik? Czekam na Wasze komentarze! 

niedziela, 25 marca 2018

Witajcie!

Poniedziałek! Czas zacząć nowy tydzień z przytupem. Jak to jest z Wami? Macie jakąkolwiek motywację, żeby w poniedziałkowy poranek wstać i robić wszystko z jeszcze większą energią? Jeśli tak, to zdradźcie mi ten sekret! 

Poniedziałki bywają trudne, ale zawsze to jakiś nowy start - można wszystko sobie poukładać i zaplanować nowy tydzień (jak ja mam to w zwyczaju robić). Planowanie pozwala mi nad wszystkim zapanować - to dobra metoda zwłaszcza dla osób zabieganych i zapominalskich. 


Smaczne i przede wszystkim bogate w wartości odżywcze śniadanie nie jest trudne ani czasochłonne w przygotowaniu. Wszystko jest kwestią wprawy. Pamiętam czasy, w których podczas godzin porannych nie byłam w stanie wypić nawet szklanki wody. Obecnie nie wyobrażam sobie wyjść z domu bez porządnego śniadania. Dlaczego to takie ważne? 


Niezjedzenie śniadania w efekcie szybko prowadzi do spadku glukozy we krwi, co u człowieka objawia się rozdrażnieniem, trudnościami w koncentracji oraz zmęczeniem. Chyba nie warto zaczynać tak tygodnia, prawda? Przykładowym śniadaniem mogą być jajka na miękko, jajka sadzone, smażony boczek, wędzona ryba czy np. sałatka zrobiona poprzedniego dnia. Kombinacji jest naprawdę dużo, a niemal każda z nich będzie dobra. Ważne, żeby w śniadaniu znalazły się tłuszcze (ryby, orzechy, oleje roślinne), węglowodany złożone (ciemne pieczywo, otręby owsiane itp.) oraz białko (mięso, jaja, twaróg). 


Do swoich śniadań dokładam sporą porcję warzyw, aby całość była naprawdę sycąca. Jedzenie śniadań weszło mi w krew i już wieczorem zastanawiam się, co przyrządzę kolejnego poranka. Jak to z Wami jest? Jecie śniadania czy raczej nie macie na to czasu? Staracie się zabierać do pracy/szkoły drugie śniadanie?

poniedziałek, 19 marca 2018




Cześć! W weekend miałam okazję pierwszy raz w życiu robić domowe sushi. Cały tydzień zbierałam potrzebne mi składniki, by w końcu poeksperymentować trochę w kuchni. Powiem Wam tylko tyle - warto! Nawet nie dla samego smaku (który jest nieziemski), ale także dla doświadczenia i nowych umiejętności. 

Tutaj nie odkryję niczego nowego - ryż jest najważniejszy, jego przygotowanie zajmuje sporo czasu, więc jeśli możecie, zacznijcie sobie wszystko przygotowywać rano. Ryż do sushi jest krótkoziarnisty i klejący, sposoby jego przygotowania znajdziecie na wielu stronach internetowych, z których ja też osobiście korzystam, więc nie będę tutaj przepisywać. 


Ważne, żeby przed zabraniem się do robienia sushi ryż był całkowicie ostudzony!


My zrobiliśmy najpopularniejszą wersję sushi - maki. Do tego wykorzystaliśmy:

-prasowane algi (nori)
-świeżego ogórka (z wydrążonym środkiem)
-1 dojrzałe awokado (obrane i pokrojone w paski)
-płat wędzonego łososia
-krewetki
-paluszki surimi
-kiełki
-pastę wasabi (w proszku)



Matę bambusową do sushi znajdziecie w każdym większym sklepie - to jednorazowy wydatek a na pewno po zrobieniu sushi będziecie mieli ochotę na więcej.

Przed rozpoczęciem nakładania ryżu na płatach nori moczymy ręce, by ryż nie przyklejał się do palców i dłoni. Ryż rozkładamy równomiernie, tak, by lekko prześwitywały przez niego algi. Na końcu nori zostawiamy kawałek bez ryżu (do późniejszego sklejenia całości). W dolnej części nori układamy wybrane składniki: pokrojonego w cienkie paski ogórka, awokado, łososia i kiełki. W innej wersji układamy ogórka, krewetki i kiełki, w kolejnej odsłonie wykorzystujemy paluszki surimi oraz awokado. Kombinacje są dowolne i właśnie to w sushi lubię najbardziej! 


Gdy wszystkie składniki mamy już ułożone na macie zabieramy się za rolowanie. Przyznaję się bez bicia, że przed swoim pierwszym sushi wiele razy oglądałam filmiki, jak inni się do tego przygotowują - było mi później prościej zrozumieć cały proces - polecam Wam tę samą technikę. Rolowanie sushi wymaga minimalnych zdolności manualnych, całość powoli zawijamy, tak, by składniki pozostały w środku, nori wraz ze składnikami zawijamy na przód, a matę do siebie, do góry. Całość dość mocno ściskamy, tak by składniki się połączyły. Gotowy "baton" kroimy zdecydowanymi ruchami bardzo ostrym nożem i przekładamy np. na talerz czy lakierowane deseczki. 



Serwujemy z młodym imbirem, który pomaga nam oczyścić smak po poprzedniej wersji sushi i przejść do następnej, oraz z pastą wasabi, która nadaje całości pikantności i ostrości. W połączeniu z sosem sojowym całość smakuje wręcz idealnie - naprawdę warto zrobić domowe sushi. 




Ciekawostka - sushi można z powodzeniem jeść nie tylko pałeczkami, ale także palcami! 


Robiliście kiedyś domowe sushi, czy raczej stawiacie na profesjonalizm restauracji? Jakie były Wasze pierwsze wrażenia z tym przysmakiem?

środa, 7 marca 2018



Cześć!

Zawsze, kiedy nie mam czasu na eksperymentowanie w kuchni i wyszukiwanie nowych przepisów sięgam po coś sprawdzonego, co smakuje całej rodzinie! W mojej kuchni pasta z awokado często zastępuje masło czy inne popularne smarowidła. Jest niesamowicie szybka w przygotowaniu i bardzo aromatyczna.



Przy zakupie awokado należy pamiętać, że w sklepach leżą owoce niedojrzałe - nienadające się do spożycia od razu. Moje awokado leżało z bananami i jabłkami około 4-5 dni zanim stało się wystarczająco miękkie, dojrzałe.


Dla porównania: 
  • niedojrzałe awokado jest miękkie jak skóra na czole (czyli prawie wcale), 
  • dojrzałe awokado jest miękkie jak skóra na nosie
  • przejrzałe awokado jest miękkie jak skóra na policzku (wręcz zapadające się). 


Odmiana awokado - Hass ma twardą i bardzo ciemną, chropowatą skórkę. W smaku jest nieco bardziej orzechowe, wyraziste od tradycyjnego owocu.


Przejdźmy do przepisu! Jest prosty i szybki.


Potrzebujesz:
  • jedno dojrzałe awokado 
  • szczyptę soli i szczyptę pieprzu (do smaku) 
  • ząbek czosnku (opcjonalnie, zależy od prywatnych preferencji) 
  • 1 łyżka soku z cytryny 

1. Awokado przecinamy wzdłuż na pół, nóż energicznie wbijamy w pestkę i przekręcamy - pestka bez trudu wychodzi z owocu.

2. Miąższ wydrążamy łyżeczką do pojemnika blendera lub do minimalaksera (tak, jak w moim przypadku, minimalakser najczęściej jest w zestawie z blenderem).

3. Dodajemy sok z cytryny, sól, pieprz i czosnek. Ja przeciskam czosnek przez praskę.

4. Całość blendujemy do uzyskania gładkiej konsystencji, podobnej do masła.

5. Pastę z awokado przekładam do miseczki z pestką w środku (dzięki temu rozwiązaniu pasta zachowa swój wyrazisty kolor).




Uwagi:

Awokado pod wpływem tlenu i światła szybko czernieje. Sok z cytryny pozwala na zachowanie pięknego, zielonego koloru naszej pasty i na jej dłuższe przechowywanie.



Poza walorami smakowymi awokado jest niezwykle zdrowe, mimo, że tłuste i kaloryczne! Przyczynia się do obniżenia poziomu cholesterolu, reguluje ciśnienie krwi. Owoc awokado jest bogaty w witaminę E, błonnik, potas, fosfor i wapń. Dla osób dbających o zachowanie szczupłej sylwetki i zdrowia awokado jest jednym z nieodłącznych elementów diety. 



Mam nadzieję, że przepis nie sprawi Wam żadnych trudności, a same przyjemności i smakowite doznania. Odkrywajcie ze mną kolejne przepisy, gwarantuję, że będzie pysznie!

piątek, 2 marca 2018

Cześć!

Dziś mam dla Was pyszny przepis na szpinakowe ślimaczki z mozzarellą. Ja nazwałam je szpinaczki. Przepis dostałam od koleżanki, w nieco niecodziennej formie – talii kart. Oczywiście nieco go przerobiłam, bo przecież nie mogłam się oprzeć. Koleżance karty nie były już potrzebne, a mój synek chętnie je zwinął. Dopiero w domu zauważyłam jaki skarb ze sobą przyniósł – karty zawierają przepisy na imprezowe przekąski i drinki!



Talia od razu mi się spodobała i znalazłam w niej kilka przepisów, które chętnie wypróbuję. Zaczęłam od szpinaczków, bo już od dłuższego czasu chodził za mną szpinak!



Mój organizm zawsze alarmuje, kiedy mam zbyt niski poziom żelaza! Zawsze wtedy mam ochotę na szpinak, rośliny strączkowe czy wątróbkę. Tym razem padło na szpinak – źródło żelaza, wapnia, witamin B1, B1, B6, C, E, K, a także jodu, karotenu i manganu. Mój syn za nim nie przepada, ale szpinaczki wcinał, aż uszy mu się trzęsły.



Z podanego przepisu wychodzi cała blacha pysznych szpinaczków – doskonałych przekąsek na imprezę. 



Składniki:


  • 1 opakowanie ciasta francuskiego,
  • 1 ząbek czosnku (można dodać 2),
  • 400g mrożonego szpinaku (ja dodałam 500g mrożonego szpinaku rozdrobnionego, ponieważ tyle było w opakowaniu),
  • 1 opakowanie mozzarelli (wielkość według preferencji),
  • 1 jajko
  • sól i czarny pieprz

Opcjonalnie: 1/4 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej (ja nie przepadam)

Przygotowanie:


Szpinak rozmroź i dobrze odsącz na sicie. Mozzarellę zetrzyj na tarce i dokładnie wymieszaj ze szpinakiem, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, jajkiem oraz przyprawami. Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Rozwiń ciasto francuskie i podziel je na pół (wszerz). Każdy płat posmaruj masą szpinakową i ciasno zwiń w rulon. Pokrój rulon na mniej więcej 1-centymetrowe ślimaczki. Jeśli ślimaczki przyklejają się do noża, to możesz zmoczyć go w wodzie. Wyłóż blaszkę papierem do pieczenia i ułóż na nim szpinaczki. Wstaw szpinaczki do piekarnika na ok. 12-14 minut, do czasu, aż ślimaczki będą złote. 


Porady:


  • Jeśli nie masz praski do czosnku, zetrzyj go na tarce, albo utrzyj z solą. 
  • Ja mam u siebie stary, wysłużony piekarnik, który niestety nie działa indukcyjnie, tylko intuicyjnie, dlatego nagrzałam piekarnik na maksa przed włożeniem szpinaczków, a później zmniejszyłam temperaturę do połowy skali.
  • Szpinaczki najlepiej smakują z własnoręcznie zrobionym sosem czosnkowym. Znajdziecie u mnie na pewno przepis na taki sos. Jest on bardzo prosty i wspaniale smakuje.




Smacznego!


czwartek, 1 marca 2018

Cześć!


Odkąd pamiętam, kocham piec, gotować i smażyć. Już jako szkrab pomagałam w kuchni mojej Mamie, która jest wspaniałą kucharką. To od niej nauczyłam się przyrządzać posiłki i to właśnie ona zaraziła mnie pasją gotowania. Teraz gotuje dla mojego męża i 3- letniego synka. Obaj bardzo doceniają moją kuchnię i chętnie gotują razem ze mną.

Najbardziej lubię szybkie dania, które można przyrządzić w kilka chwil, np. pyszne sałatki warzywne czy dania z makaronem. W weekendy mam więcej czasu na gotowanie, więc wtedy piekę ulubione ciasta i spędzam całe dnie w kuchni, aby zachwycić moją rodzinkę wspaniałymi potrawami.

Mam nadzieję, że moje ulubione dania posmakują również Wam! Oprócz przepisów znajdziecie tu także proste rady, które ułatwią Wam gotowanie. Dowiecie się ile cukru mieści jedna łyżeczka i przekonam Was, że wcale nie potrzebna Wam miarka, do odmierzenia 250ml mleka. Dowiecie się, także, że szklanka mleka to nie tyle samo, co szklanka mąki, a także czym zastąpić jajka w Waszym ulubionym cieście.

Zapraszam do czytania moich wpisów oraz korzystania z przepisów, które udostępnię. Nie wszystkie przepisy będą mojego autorstwa. Niektóre z nich pożyczę od mojej Mamy, inne z mojej ulubionej książki kucharskiej. Niemniej, wszystkie są przeze mnie wypróbowane, sprawdzone i mogę gwarantować, że świetnie smakują!