niedziela, 16 grudnia 2018

Cześć!

Przyznaję się bez bicia, że nie po drodze było mi z korzeniem selera. Zazwyczaj kojarzył mi się z niepotrzebnym warzywem w rosole, z czymś, czego nie da się po prostu polubić. Nawet nie wiecie, jak bardzo się myliłam.

Fakt, musiało minąć kilka dobrych lat, abym zdecydowała się na skosztowanie selera. Ale właśnie nie ugotowanego, ale upieczonego. Dzięki takiemu przygotowaniu seler ma naprawdę inny smak, jest aromatyczny, słodki, ale dobrze przyprawiony zmienia się w coś wytrawnego. 

Seler działa moczopędnie, uspokajająco, przeciwzapalnie, usuwa szkodliwe produkty przemiany materii, pobudza apetyt, co jest szczególnie ważne przy niejadkach, obniża ciśnienie. 

Ciekawi mojego przepisu na pastę kanapkową z selera?

Do jej wykonania potrzebujecie:

  • średni korzeń selera
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oliwy
  • sól
  • pieprz
  • łyżka czarnuszki



W pierwszym kroku rozgrzewam piekarnik do około 170 ℃, grzanie góra-dół.

Korzeń selera myję i obieram ze skórki. Całość kroję na mniejsze plastry, aby szybciej się upiekło. Na blachę układam folię do pieczenia, nakładam seler, nakładam obrane i przekrojone na pół ząbki czosnku, całość skrapiam oliwą. Wsadzam do rozgrzanego piekarnika na około 30 minut. Seler powinien być naprawdę miękki. Wyciągam i zostawiam do wystygnięcia.


Do pojemnika, w którym będę blendować wrzucam wszystko, co było pieczone w piekarniku. Dodaję sól i pieprz do smaku oraz oliwę (około jednej łyżki). 


Całość blenduję na gładką masę, do uzyskania pożądanej konsystencji. Po zblendowaniu dodaję czarnuszkę i resztę mieszam ręcznie. 


Gotową pastę przekładam do wyparzonych słoiczków i przechowuję w lodówce. Pasta kanapkowa z selera jest naprawdę aromatyczna, lekko pikantna dzięki zastosowaniu pieprzu i naprawdę wyjątkowa poprzez wyczuwalną nutę czosnku.

Dlaczego właśnie seler? Wybrałam warzywo, z którym jeszcze nie miałam okazji współpracować. Miałam ochotę poznać nowy smak i przekonać się do czegoś, z czym długo walczyłam. Seler posiada bardzo dużo witamin - przede wszystkim witaminy C, fosforu, witaminę B3.

To jak? Może i Wy przekonacie się do korzenia selera?

środa, 12 grudnia 2018

Cześć!
Sprawa z pieczeniem pierników ma się tak, że trzeba je upiec wcześniej - aby po odpowiednim czasie zrobiły się miękkie i nabrały pożądanego aromatu. W przypadku tych pierniczków sprawa jest jasna - możesz je upiec nawet w Wigilię, a gwarantuję, że będą miękkie, aromatyczne i pełne świątecznego smaku. 

Pierniczki są wegańskie, co znaczy, że w przepisie nie ma masła, jaj, mleka. Są też lekko "odchudzone" ponieważ nie ma tam ani grama rafinowanego cukru, mamy za to daktyle, które nadają pierniczkom nie tylko słodyczy, ale i karmelowego posmaku. 


Nie chciałam iść na łatwiznę i postanowiłam w tym roku przygotować samodzielnie przyprawę do piernika. W tym celu potrzebowałam:
  • 2 łyżeczki imbiru w proszku
  • 1,5 łyżeczki goździków (jeszcze przed zmiażdżeniem)
  • 4-5 łyżeczek cynamonu w proszku
  • 1 gwiazdka anyżu
  • 1 łyżeczka pieprzu kolorowego (przed zmiażdżeniem)
  • 6 kulek ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka kardamonu w proszku
  • pół łyżeczki gałki muszkatołowej w proszku
  • 1 niepełna łyżeczka kolendry w ziarnach
Sypkie, gotowe składniki mieszam w słoiczku. Następnie do moździerza wrzucam goździki - ucieram na proszek i wsypuję do słoiczka. Później ucieram anyż, osobno pieprz oraz ziele angielskie i kolendrę. Wszystko łączę w małym słoiczku i przyprawa do piernika gotowa! Można ją z powodzeniem przechowywać w takiej formie przez długi czas, ale gwarantuję Wam, że zniknie szybciej, niż się pojawiła. To idealny dodatek do wypieków, deserów, owsianek i naleśników!


Wracając do pierniczków, bo przecież o nich mowa przepis jest banalny i jeśli macie wszystkie składniki to pójdzie Wam naprawdę sprawnie.

Do przygotowania pierniczków potrzebujecie:
  • 150 gramów suszonych daktyli bez pestek
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika (tak, właśnie tej, na którą przepis znajdziecie wyżej!)
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 150 gramów mąki owsianej bezglutenowej
  • 50 ml soku z pomarańczy
  • 50 ml wody
  • 1 łyżka skórki otartej z pomarańczy

Daktyle zalewamy wrzątkiem i czekamy jakieś 10 minut, aż zmiękną. Ich głównym zadaniem jest tutaj zlepienie całości, nadanie lekko brązowego kolorku i karmelowego posmaku.


Mąka owsiana użyta w tym przepisie jest bogata w błonnik pokarmowy, ułatwia trawienie, posiada sporo wapnia, witaminy E - wszystkiego, czego potrzebujemy. Jej zastosowanie jest naprawdę szerokie, a dodanie jej w tym przepisie jest strzałem w dziesiątkę. 


Skórka pomarańczowa ma tutaj jedno zadanie - nadać cytrusowego, świątecznego aromatu wypiekanym pierniczkom. Pomarańczę dokładnie myjemy, po czym na małych oczkach tarki ścieramy skórkę.


W osobnej misce łączymy wszystkie sypkie składniki: mąkę, sodę, przyprawę do piernika, kakao. Dokładnie mieszamy. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180℃ grzanie góra-dół. Na blachę układamy papier do pieczenia.


Do pojemnika, w którym będziemy blendować (polecam węższy i wyższy pojemnik) wrzucamy odsączone z wody daktyle. Dolewamy 50 ml soku pomarańczowego, dolewamy 50 ml wody, która została nam po moczeniu daktyli oraz skórkę pomarańczową. Całość blendujemy do uzyskania gładkiej masy. 

Do suchych składników dodajemy mokre i całość mieszamy ręką, ugniatając, by składniki się ładnie połączyły. 

Odrywamy części ciasta, rozgniatamy na blacie kuchennym do pożądanej grubości. U mnie było to około 1-1,5 cm. Następnie wykrawamy kształty foremkami, które mamy pod ręką. 

Wykrojone pierniczki przekładamy na papier do pieczenia i wsadzamy do rozgrzanego piekarnika na około 10-15 minut, pilnując, by pierniczki się nie przypaliły. 


Nie jest to przepis czasochłonny, wymaga jedynie minimalnego wysiłku przy zblendowaniu i robieniu porządków po zakończonym pieczeniu :) Po upieczeniu pierniczki przekładam na kratkę, by wystygły - nie zrobią się wilgotne. 

Pierniczki można przechowywać aż do Świąt, ale jestem pewna, że aż tyle nie wytrzymają bez skonsumowania ich :) 

A Wy? Piekliście już swoje pierwsze pierniczki?

piątek, 7 grudnia 2018


Cześć!

Już wspominałam Wam wcześniej, że polubiłam pasty kanapkowe, więc tym razem przedstawię Wam przepis na klasyczną pastę jajeczną. Przepis jest bardzo prosty i szybki, a pasta naprawdę pyszna. Jest to jeden z przepisów o minimalnej ilości składników.


Do przygotowania pasty potrzebujesz:
  • 4 jajka ugotowane na twardo,
  • 1-2 łyżki majonezu (najlepiej, aby był to majonez domowy),
  • szczypiorek (można użyć również rzeżuchy),
  • sól i pieprz do smaku.

Ugotowane na twardo jajka kroimy w małą kosteczkę (ja nie lubię dużych kawałków jajka w paście, dlatego kroję je bardzo drobno), doprawiamy solą i pieprzem oraz dodajemy majonez. Na koniec dodajemy posiekany szczypiorek lub rzeżuchę, mieszamy i smakujemy! Najlepiej smakuje ze świeżą bułeczką lub chrupiącą bagietką.


Jak widzicie pasta jest banalnie prosta i szybka. Równie pysznie smakuje bez szczypiorku i nieraz zdarza mi się robić ją także w uboższej wersji.

Do pasty jajecznej można również dodać innych składników, np. cebulki, serka topionego lub suszonych pomidorów. Ja planuje jeden z takich eksperymentów i niedługo się z Wami nim podzielę.


Mam nadzieję, że pamiętacie mój szybki przepis na wegańską pastę z białej fasoli. Jak już Wam wspomniałam, warto poeksperymentować ze smakami, bo nieraz nowy składnik może całkowicie odmienić smak znanego dania.

A Wy, jakie pasty kanapkowe lubicie najbardziej?

wtorek, 4 grudnia 2018

Cześć!

Dzisiaj na blogu mam dla Was wpis nie tylko o babeczkach, ale i o foremkach/papilotkach/kubeczkach do pieczenia muffinek. 

To, na co się zdecydujecie w dużej mierze zależy od Waszej wygody, upodobań oraz okazji, z jakiej pieczecie słodkości. Wiadomo, że na domówkę w gości nie zabierzecie ze sobą silikonowych foremek, natomiast w domowym zaciszu sprawdzą się one idealnie!

Przepis jest prosty i szybki w wykonaniu, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu! 


Do przygotowania tych babeczek potrzebujesz:

  • 3 łyżki ciemnego kakao
  • pół łyżeczki sody
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół szklanki wybranego słodzika (u mnie ksylitol)
  • 1/3 szklanki wiórków kokosowych
  • 1 szklanka mąki ryżowej
  • 2/3 szklanki mąki jaglanej
  • szczypta soli
  • 4 łyżki oleju np. rzepakowego, kokosowego (rozpuszczonego)
  • 1 szklanka mleka roślinnego (u mnie owsiane) + 1 łyżka soku z cytryny lub limonki (to mieszamy razem i pozostawiamy na jakieś 10 minut)
  • 2 łyżki nasion chia/siemienia lnianego/babki płesznik + do tego około 6-7 łyżek wody (to mieszamy razem i zostawiamy na jakieś 10 minut)

Wszystkie suche składniki umieszczamy w jednej misce i mieszamy ze sobą do połączenia się składników. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 170° C, grzanie góra-dół. 


Wszystkie mokre składniki mieszamy razem, do dokładnego połączenia składników. 


Przejdźmy do tego, o czym chciałam Wam napisać przy okazji tego wpisu - papilotki. W tym przypadku zdecydowałam się użyć papilotek zarówno silikonowych jak i tych papierowych. 

Jeśli chodzi o papilotki silikonowe to wiadomo - ciasto od nich odejdzie zawsze, łatwo się z nich wyciąga babeczki i nie ma problemu z ich jedzeniem, a upieczone babeczki, wyciągnięte z foremek można ułożyć na paterze i udekorować nimi stół.

Papilotki do muffinek wykonane z papieru na początku mojej przygody z wypiekami strasznie mnie irytowały, ale:
  • nie wiedziałam przy jakiej konsystencji ciasta ich używać,
  • często wybierałam te najtańsze wersje.

Obecnie można przebierać w kolorach, wzorach i kształtach papierowych papilotek. W wielu sklepach stacjonarnych, jak i internetowych można znaleźć papilotki na Święta (Bożego Narodzenia i Wielkanocne), Halloween, na Baby Shower, z okazji urodzin i wiele innych. Myślę, że to ciekawa opcja, zwłaszcza, jeśli babeczki mają być częścią uroczystości/imprezy/prezentu. 

Ja swoje papilotki do muffinek (te papierowe) zamówiłam tutaj https://dlasmaku.com.pl/14-papilotki-wilton jestem zadowolona z ich jakości. Ciasto babeczek z powodzeniem od nich odchodzi, no i mam pewność, że papilotki są bezpieczne. W opisie widnieje informacja, że papilotki są zadrukowane nietoksyczną farbą - za to ogromny plus!


Do suchych składników dodajemy mokre, wszystko dokładnie mieszamy, do połączenia się składników. Papilotki umieszczamy w formie do muffinek. Całość wsadzamy do rozgrzanego piekarnika na około 30 minut. 


Babeczki po upieczeniu wyglądały tak. Wyciągnęłam je na kratkę do ostudzenia. W kolejnym etapie przygotowałam polewę:
  • 10 g oleju kokosowego
  • 50 g gorzkiej czekolady (u mnie 90%)
  • szczypta soli
  • 3 łyżki mleka roślinnego (u mnie owsiane)
Wszystkie składniki na polewę mieszam w kąpieli wodnej do dokładnego połączenia składników. Polewam nią upieczone i wystudzone babeczki. Całość wsadzam na noc do lodówki, aby polewa stężała. 


Tutaj widać, jak prezentują się po udekorowaniu polewą, która jest jeszcze ciepła. Mam nadzieję, że przepis przypadnie Wam do gustu, a Wy sami niejednokrotnie z niego skorzystacie! Czekoladowe szaleństwo czas zacząć! 

sobota, 1 grudnia 2018

Cześć!

Dynia wciąż u mnie króluje - nadal można ją dostać w naprawdę dobrej cenie, więc aż szkoda nie skorzystać :) Dzisiaj w roli głównej ciasto z puree z dyni! Ciekawe czy ktoś z Was oprze się temu wspaniałemu smakowi i aromatowi, jaki towarzyszy pieczeniu tego ciasta! 


Do przygotowania tego ciasta potrzebujecie:

  • 1 szklankę mąki jaglanej
  • 1 szklankę mąki gryczanej 
  • pół szklanki ksylitolu
  • 1 łyżeczkę cynamonu
  • 1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia
  • 1 szklanka mleka roślinnego (wybierajcie to, co najbardziej lubicie, u mnie było to mleko owsiane)
  • 4 łyżki oliwy z oliwek (tej, która może być poddawana działaniu wysokich temperatur)
  • 1 łyżka soku z cytryny lub limonki
  • 1 szklanka puree z dyni

Do miski dodajemy suche składniki: mąki, sodę, proszek do pieczenia, cynamon, ksylitol. Całość mieszamy, aby wszystko równomiernie się rozprowadziło. 


W drugiej misce mieszamy puree z dyni, oliwę z oliwek, sok z cytryny, mleko roślinne. Łączymy wszystkie składniki. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 170° C.


Do suchych składników dodajemy składniki mokre i dokładnie mieszamy do uzyskania gładkiej konsystencji, bez grudek - całość powinna być dość gęsta, ale nie na tyle gęsta, by łyżka w niej stała :) Masę przelewamy do foremki wyłożonej papierem - łatwiej będzie później wyciągnąć ciasto.


Ciasto pieczemy około 40 minut. Po tym czasie powinno być dobre. Ciasto studzimy na kratce.


Gotowe ciasto z powodzeniem można udekorować domową polewą czekoladową, syropem klonowym, uprażonymi orzechami i czym jeszcze chcecie! Korzystajcie z dobrodziejstw natury - dynia jest świetnym dodatkiem w wypiekach :)

wtorek, 27 listopada 2018

Cześć!

Czy dla Was też ten przedświąteczny czas jest w jakiś sposób magiczny? Unoszący się w powietrzu aromat cynamonu, kardamonu, słodyczy wręcz mnie rozczula. Zawsze kojarzyło mi się to z przytulnością, ciepłem i rodzinnym domem. Kontynuując tradycję wiem, że w tym tygodniu musiały się u mnie pojawić te ciasteczka. Są przepyszne, chociaż już mam pomysł na to, jak je zmodyfikować. Nie pozostaje mi nic innego, jak robić na dniach kolejną porcję :)


U mnie klimat przedświąteczny idzie pełną parą - nie ma co się dziwić. Do świąt pozostało jedynie ponad 30 dni, pierwsze, legalne ciastka, w pełni pachnące świętami mam już za sobą!

Do przygotowania tych ciasteczek potrzebujesz:

  • pół szklanki słodzika - u mnie ksylitol,
  • szczyptę soli,
  • 1/4 łyżeczki sody,
  • 1 i 1/2 szklanki mąki gryczanej (u mnie mąka z kaszy gryczanej niepalonej),
  • pół łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia,
  • szczypta gałki muszkatołowej,
  • 1/3 łyżeczki mielonego imbiru,
  • 1/3 łyżeczki kardamonu,
  • pół łyżeczki cynamonu,
  • pół szklanki mleka roślinnego,
  • 2 łyżki roztopionego oleju kokosowego,
  • 3/4 szklanki puree z dyni.
Jeśli chodzi o puree z dyni - o tym, jak je przygotować pisałam już w tym wpisie.


Ja zawsze piekę dynię w większej ilości - przy okazji robię zupę krem lub po prostu puree dodaję do owsianki, jako bazę do sosu czy mrożę na inną okazję.


W szklanej misce umieszczam wszystkie suche składniki - dokładnie mieszam je łyżką po to, by równomiernie się rozłożyły. W międzyczasie rozgrzewam piekarnik do 170° C, grzanie góra dół z termoobiegiem. Blachę wykładam papierem do pieczenia. 


W drugiej misce mieszam dokładnie puree z dyni z mlekiem oraz olejem kokosowym. 


Mokre składniki wlewam do suchych i całość dokładnie mieszam łyżką. Masa będzie leista, bardzo wilgotna, tak właśnie ma to wyglądać. Na blasze układam łyżką porcje i lekko je spłaszczam. Całość wsadzam do rozgrzanego piekarnika na około 13-15 minut. 


Jeśli macie już gotowe puree i nie musicie piec dyni, przygotowanie tych ciasteczek to naprawdę szybka sprawa. Warto spróbować tego przepisu dla samego poznania smaku :) Ciasteczka są wilgotne, miękkie w środku, niesamowicie aromatyczne, idealne na przekąskę czy na deser.


Dodatkowo, przy kolejnej partii podzielę ciasto na dwie części i do jednej z nich dodam gorzką czekoladę oraz kakao. Jestem ciekawa, czy wtedy też będą takie miękkie i pyszne. Mam nadzieję, że ten przepis przypadnie Wam do gustu tak, jak przypadł mi! 

piątek, 23 listopada 2018

Cześć!

Wiele osób gdzieś już słyszało hasło "Złote mleko", ale niechętnie podchodziło do wykonania takiej mikstury. Jej przygotowanie jest szybkie i wcale nie tak pracochłonne jak mogłoby się wydawać. 

Kurkuma gra tutaj główną rolę i wcale nie ma się czemu dziwić - uznawana jest za jeden z najpotężniejszych przeciwnowotworowych składników odżywczych. Wielkie "bum" na ten napój bardzo mnie cieszy, bo coraz więcej osób będzie troszczyło się o swoje zdrowie i własną odporność. 

Jak działa złote mleko?

  1. Zwalcza wolne rodniki, jest wspaniałym antyoksydantem. 
  2. Wspomaga pracę woreczka żółciowego, wątroby, pozwala pozbyć się śluzu z organizmu (dobry sposób na załagodzenie objawów przeziębienia).
  3. Poprawia nastrój!
  4. Posiada właściwości antybakteryjne - pomaga zwalczać infekcje. 
  5. Podnosi odporność - to szczególnie ważne w okresie jesienno-zimowym.
  6. Rozgrzewa - dodatek imbiru i pieprzu cayenne sprawia, że w ciele czuje się przyjemne ciepło. 
Do przygotowania złotego mleka potrzebujesz:
  • 1 łyżeczkę cynamonu
  • 1-2 łyżki kurkumy (jeśli nie jesteś przyzwyczajony do smaku kurkumy, na początek polecam dodać jej mniej, aby stopniowo oswajać się ze smakiem)
  • 1 łyżkę świeżo startego imbiru
  • pół szklanki mleka roślinnego (u mnie było to mleko ryżowe, ale świetnie sprawdzi się kokosowe - zwłaszcza z uwagi na zawartość tłuszczu)
  • 1 łyżeczkę kardamonu
  • ksylitol lub inny słodzik - do smaku
  • 1 szklankę wody
  • pieprz czarny lub pieprz cayenne


Wszystkie suche składniki i starty imbir umieszczamy w rondelku. Całość zalewamy mlekiem roślinnym oraz wodą. 


Całość podgrzewamy, mieszając, ale nie doprowadzamy do wrzenia! Gdy wszystkie składniki się połączą a mleko będzie wystarczająco ciepłe, rondelek ściągamy z gazu. Całość przelewamy do ulubionego kubka i powoli pijemy rozkoszując się smakiem.


Jeśli nie przepadacie za drobinkami imbiru na języku, z powodzeniem możecie przecedzić napój przez sitko. 

Spożywanie złotego mleka w okresie jesienno-zimowym, gdzie ryzyko złapania przeziębienia jest naprawdę wysokie, sprawia, że czujemy się bezpieczniej, a nasza odporność naprawdę nam podziękuje! 

niedziela, 18 listopada 2018

Cześć!

Dzisiaj mam dla Was expresową przekąskę, ciepłą kolację lub śniadanie - wszystko zależy od tego, jakie są Wasze upodobania. Według mnie te placuszki świetnie sprawdzą się nie tylko jako śniadanie czy kolacja na słodko, ale także jako fajna przekąska w pracy czy szkole :)


Placuszki są na tyle uniwersalne, że z powodzeniem można je podawać z różnymi dodatkami: sezonowymi owocami, powidłami, jogurtem naturalnym, bakaliami i z czymkolwiek sobie tylko zamarzycie! 

Do przygotowania placuszków potrzebujesz:

  • 3/4 szklanki mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
  • 4 łyżki nasion chia
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 5 łyżek mąki gryczanej (u mnie mąka z gryki niepalonej)
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • olej do smażenia (u mnie olej kokosowy)
  • słodzidło (miód, ksylitol, erytrytol)
  • dowolne dodatki - jogurt, orzechy itp. 

Nasiona chia miksujemy blenderem ręcznym z mlekiem roślinnym, odstawiamy na około 10 minut. Wszystko po to, aby nasiona wytworzyły wokół siebie "żel", pomoże to utrzymać placuszkom pożądaną konsystencję. 

Nasiona chia zawierają więcej wapnia, niż krowie mleko, więcej kwasów omega-3, niż łosoś i więcej żelaza, niż popularny szpinak - warto wykorzystać je w swojej kuchni. 


Po 10 minutach do nasion chia i mleka dodajemy resztę składników: mąkę ziemniaczaną, mąkę gryczaną, proszek do pieczenia, słodzidło (do smaku).

Mąka gryczana jest coraz częściej doceniana w kuchni, głównie ze względu na to, że może być z powodzeniem używana w kuchni przez osoby, które nie mogą lub nie chcą spożywać glutenu. Świetnie zagęszcza sosy, zupy, musy i właśnie nadaje lepkości naszym placuszkom. 


Wszystkie składniki mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. 


Placuszki smażymy na mocno rozgrzanej patelni, na małej ilości tłuszczu, aż do zarumienienia. Są dość wilgotne w środku, nie mają charakterystycznego smaku, więc tutaj główną robotę robią dodatki i na nich trzeba się najbardziej skupić.

Jak widzicie przygotowanie takich placuszków to tylko kilka czynności, które możecie zrobić podczas porannych przygotowań do wyjścia. Pożywne śniadanie czy zdrowa przekąska to klucz do dobrego samopoczucia!

Smacznego! 

czwartek, 15 listopada 2018

Cześć!

W dzisiejszym wpisie na blogu przedstawię Wam mega szybki i przyjemny przepis na pastę kanapkową. Ostatnio coraz częściej w kuchni eksperymentuję z pastami kanapkowymi, bo dzięki temu jestem w stanie poznać nowe smaki, o których wcześniej nie miałam nawet pojęcia. 

Szczerze przyznaję się Wam, że nigdy wcześniej nie wykorzystywałam w kuchni białej fasoli, ale od dzisiaj będzie przeze mnie bardziej doceniana. 


Do przygotowania tej pasty potrzebujesz:

  • puszka białej fasoli
  • 2-3 łyżki oleju tłoczonego na zimno (u mnie olej z wiesiołka)
  • 2 łyżeczki z soku z cytryny
  • 2 czubate łyżki dobrego chrzanu
  • pół łyżeczki majeranku
  • 1/4 łyżeczki tymianku
  • sól i pieprz

Białą fasolę wrzucamy na sitko, płuczemy. Fasola nadaje paście fajnej konsystencji - warto się do niej przekonać. 


Wybrałam chrzan, który w swoim składzie nie ma ani mleka, ani śmietanki - dlatego jest to wersja w pełni wegańska. 


Wszystkie składniki umieszczamy w pojemniku do blendowania - całość blendujemy na gładką masę.


Całość po zblendowaniu nie wygląda zbyt apetycznie - wiem, ale uwierzcie mi na słowo - jest pysznie! 

Biała fasola zawiera sporo białka roślinnego, można z niej zrobić wiele wspaniałych potraw, na słono i na słodko, a nawet upiec ciasto. Zblendowana fasola nadaje ciekawej konsystencji i jest nieodłącznym elementem wegańskiej kuchni :)