Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 września 2022

Na co dzień pokazuję Wam przepisy na doskonałe potrawy. Jednak, co jeśli powiem, że ze znanych składników możesz również wykonać doskonałe dekoracje? Zaskoczeni? To jednak nie wszystko! O dekoracjach owocowych czy warzywnych, które zdobią nasze dania, wie wielu miłośników kuchni. Ale czy ktoś z Was pomyślał, by owocami i warzywami ozdobić ściany czy półki? W dzisiejszym wpisie pokażę Wam moje ulubione dekoracje wykonane ze znanych produktów.



Dekoracje z owoców – jak zrobić?


Owoce to nie tylko wdzięczny temat do kulinarnych podróży, ale również doskonały pomysł na uzupełnienie aranżacji wnętrz, w tym oczywiście kuchni. Zapewne podczas świątecznych przygotowań spotkaliście się z suszonymi dekoracjami. Ja jednak nie jestem niewolnicą kalendarza i po ten sposób na dekorację sięgam także w innych porach roku. Chętnie wieszam je we wnętrzach, których cała aranżacja nawiązuje do mojej pasji, jaką są podróże kulinarne. Dlatego  np. w kuchni dekoracje z owoców i warzyw wiszą obok niezwykle barwnych i niemal pachnących plakatów, które w dużym formacie drukuję tutaj: https://www.viperprint.pl/produkt/PLA001C. Mam więc obok doskonałego i estetycznego wydruku ulubionych przypraw i warzyw ich mini-wersję w postaci dekoracji.


Nie będę oryginalna, więc wspomnę tu o pięknych oraz szeroko znanych suszonych plastrach cytrusów. Warto dodać, że sama przygotowuję w ten sposób owoce. Kroję je na cienkie plastry, które potem kładę na niebrudzącą gazetę i umieszczam w suchym miejscu. Pamiętajcie, żeby przykryć je odpowiednio, by nie stały się cytrusowymi zbieraczami kurzu. Potem takie plastry chętnie wieszam w oknie, obserwując, jak słońce przebija się przez ich strukturę. Lubię także, kiedy wiszą na ścianie w towarzystwie suszonych ziół czy lasek wanilii lub cynamonu, tworząc pachnącą dekorację. Moi goście, już po pierwszym spojrzeniu na moje ściany, doskonale wiedzą, że kuchnia to moja miłość! Dodam tylko, że takie kompozycje doskonale pasują do mojego rustykalnego domu, nadając mu sielskiego charakteru. 


Cytrusy doskonale nadają się także jako uzupełnienie innych dekoracji. Warto w misie (ja lubię te miedziane) umieścić suszone skórki z cytryny czy pomarańczy, które staną się bazą dla innych eko-ozdób, np. szyszek czy ususzonych kwiatów. Nie tylko owoce są na mojej handmade'owej liście.



Jak zrobić dekoracje z warzyw?


Warzywa również mogą stanowić doskonałą dekorację Waszego mieszkania. Nie, nie mówię tu o wieszaniu marchewki w salonie, ale o warzywach, których często nie doceniamy lub rzadko korzystamy podczas codziennego gotowania.


  • Karczochy – a raczej ich kwiaty to niezwykle designerska ozdoba. Sama roślina rośnie nawet do 1,5 m wysokości, przypomina trochę oset, a przy tym ma charakterystyczne liście. Nas najbardziej interesuje jego główka. Suszone kwiaty karczocha, wstawione do wazonu lub uzupełniające inne kompozycje, zdecydowanie przykują uwagę gości.

  • Dynia – to chyba najpopularniejsze warzywo, które stanowi dekorację. Nie wyobrażam sobie jesienie bez tych pękatych piękności. Ja jednak, by uniknąć ich rozkładu, nie wycinam ich. Zbyt często, mimo prób, po tygodniu zaczęły się psuć i wydzielać niemiły zapach. Tymczasem nienaruszone dynie ozdobne mogą służyć nam przez wiele tygodni.

  • Czosnek i cebula – te warzywa często zdobią włoskie restauracje. Ja w kuchni bez porządnego warkocza z czosnku nie mogłabym się obyć!

  • Dekoracyjne kukurydze – ususzona doskonale uzupełni wnętrze każdego miłośnika kuchni, w tym meksykańskich smaków.


Jak widzicie, piękne i estetyczne dekoracje znajdziecie w swoich kuchniach i lodówkach. Dla mnie ważne jest również to, że takie dekoracje nie szkodzą środowisku, są ekologiczne. Mam nadzieję, że zachęciłam Was, by ozdobić ściany ziołami, owocami i warzywami.

środa, 10 listopada 2021

Cześć! Czy tak, jak ja zastanawialiście się co podarować swojej drugiej połówce, która jest zakręcona na punkcie gotowania i kuchni? A może szukacie małego prezentownika, bo nie macie zielonego pojęcia co kupić? Mam dla Was fajne rozwiązanie! Postanowiłam, że poszperam i przygotuję parę fajnych pomysłów, z których ja byłabym zadowolona.

Kuchenne prezenty




Przede wszystkim uważam, że prezent powinien być dopasowany do zainteresować oraz do okazji. Jeśli naszą drugą połówkę pasjonuje gotowanie – to dlaczego by nie dać tematycznie odpowiedniego prezentu! W ten sposób sprawimy ogromną radość ukochanej osobie, a dodatkowo nasz prezent będzie stale przez nią użytkowany. To najlepsza forma prezentu, jakiej można się spodziewać od kogoś, kto zna nas najlepiej.

Jeśli pomyślę o swojej rocznicy ślubu, to pierwsze co mi przychodzi do głowy to gustowne kieliszki do wina, które będą gościć na naszym stole w trakcie romantycznych lub uroczystych kolacji i wieczorów tylko we dwoje. Od zawsze podobały mi się śmieszne wzory, czy napisy odwołujące się do cech charakterystycznych i imion naszej dwójki. Dla mnie oznacza to czysto personalizowany prezent, który będzie nawiązywał do mnie oraz mojego ukochanego partnera.


Kolejną świetną propozycją, jaką zauważyłam – jest fartuch kuchenny. Czy może być coś lepszego niż noszenie specjalnie podpisanego fartucha? O wiele przyjemniej by mi się robiło wszystkie wypieki i dania, w prezencie od mojego ukochanego, który dobrze wie, ile znaczy dla mnie moja pasja oraz jak ważną funkcję pełni w całym moim życiu. To byłby strzał w dziesiątkę dla takiego miłośnika mieszania i łączenia różnych smaków!


Masz może dość wszelkich akcesoriów? Żaden problem! Znalazłam świetny zestaw miodów na prezent, które uzupełnią Twoją domową spiżarkę w dobrej jakości elementy. Miód można wykorzystać na wiele sposobów, które nie ograniczają się do dodawania łyżki do herbaty, ale także z powodzeniem możesz zamienić cukier we wszystkich ciastach i babeczkach. Wiele osób sobie nie zdaje sprawy z wielu składników odżywczych, jakie uzupełniamy dzięki dodawaniu miodu. Dodatkowym jego atutem jest to, że praktycznie w ogóle się nie psuje, więc możesz śmiało, powolutku wyjadać cały swój mini zapasik!


Co dla faceta?


Oczywiście mój ukochany nie pasjonuje się gotowaniem tak mocno, jak ja, dlatego postanowiłam, że przedstawię Wam prezenty, które sama z ogromną chęcią bym mu dała na naszą rocznicę. Pierwszą propozycją, jaką chciałam Wam koniecznie przedstawić, jest świetny słoik na ciastka z grawerem. Uwielbiamy słodycze, więc postawienie takiego w widocznym miejscu będzie idealnym pokazaniem, że to jest nasz własny słoiczek na wszelkie domowe pyszności przygotowywane przeze mnie.




Niesamowite, ile można znaleźć na stronach dedykowanych prezentom, prawda? Nie są to tylko proste warianty, które mogą niektórym się wydawać oklepane, ale przede wszystkim wymyślne, personalizowane, ciekawe i nietuzinkowe. A takie powinny być prezenty, prawda? Mam podobne podejście, dlatego zawsze dla swoich najbliższych szukam czegoś unikatowego, co będzie nawiązywało do wszystkich hobby lub zainteresowań, jakie posiadają. Jesteś już zdecydowany na prezent dla swojego miłośnika gotowania? Ja również!



wtorek, 29 grudnia 2020

 Cześć!

Witam Was po sporej przerwie w postach na blogu. Wszystko ma swój czas, więc oto jestem ponownie :)

Mam nadzieję, że Wasze święta były udane pod kątem wypieków, spędzenia wolnego czasu. Mam nadzieję, że wszystkie prezenty były trafione i jesteście zadowoleni.

 

W mojej kuchni nie było dużego szaleństwa w tym roku, ponieważ spotykaliśmy się z małym gronie. Na te święta przygotowałam drożdżówki z makiem. Udało mi się nawet samodzielnie przygotować masę makową - jest to o wiele, wiele prostsze, niż wcześniej myślałam. Od tej pory zawsze będę przygotowywać ją w domu - nie jest to zajęcie czasochołonne, ale daje dziką satysfakcję z możliwości dopasowania jej do siebie. U mnie np. nie pojawiają się rodzynki, a jedynie suszona żurawina.



Tradycyjnie nie mogło zabraknąć pierniczków/kruchych ciasteczek. W tym roku pierniczki upiekłam tylko raz, za to dwie blachy ciasteczek imbirowych. Chciałam spróbować czegoś innego i oto są. Kruche, lekko korzenne, ale nadal z mocno wyczuwalnym imbirem. Jeśli ktoś gustuje w takich smakach to będzie dla niego idealne rozwiązanie na kruchą przekąskę.


A tutaj mały backstage z przygotowywania ciasteczek. W te święta postawiłam na spokój ducha i nie stresowanie się przygotowaniami. Myślę, że wyszło mi to całkiem nieźle, mimo, że drożdżówki z makiem wykonywałam po raz pierwszy - niebo w gębie.

W Wy? Co ciekawego piekliście na te święta? Może pojawiło się u Was coś nowego? Zostaliście przy tradycyjnych przepisach czy może eksperymentowaliście?

niedziela, 22 grudnia 2019

Cześć!

Odchodząc troszkę od typowych świątecznych wypieków mam dla Was przepis na pyszny chlebek kokosowy. Uwielbiam tę strukturę, miękkość ciasta, puszystość i to, że smakuje wyśmienicie zarówno w otoczce słonej, jak i słodkiej!


Do wykonania tego chlebka potrzebujesz:

  • 20 gramów mąki migdałowej,
  • 50 gramów mąki sojowej,
  • 2 żółtka,
  • 4 białka,
  • łyżkę masła orzechowego,
  • łyżeczkę proszku do pieczenia,
  • 130 gramów mleka kokosowego.


Mąki i proszek do pieczenia wymieszaj w jednej miseczce. Odmierz pożądaną ilość mleczka kokosowego, oddziel żółtka od białek.


Białka ubij na sztywną pianę. Możesz dodać do białek odrobinę soli, wtedy powstała piana będzie jeszcze sztywniejsza po ubiciu.

Rozgrzej piekarnik do 175° C, grzanie góra dół, z termoobiegiem.


W misce umieść mleko kokosowe, masło orzechowe, ubite białka, dwa żółtka i składniki sypkie. 


Całość dokładnie zblenduj do połączenia się składników. Masa powinna być gładka - pozbawiona grudek.


Foremkę (u mnie keksówka) wyłóż papierem do pieczenia. U mnie jak zawsze najlepiej sprawdza się papier w arkuszach. W kuchni często zdarza się tak, że do dyspozycji mam jedną rękę, bo druga jest totalnie ubrudzona i nie jestem w stanie szukać papieru do pieczenia, zabierania się za nożyczki i obcinania konkretnej długości papieru. A tak to mam arkusz, wyciągam go, układam na blasze lub wyściełam nim formę i od razu sprawniej idzie praca :)

Masę przelewamy do keksówki i wsadzamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez około 35 minut. Ciasto jest gotowe, gdy po wsadzeniu w ciasto patyczka, ten będzie suchy :)



Praca z tym papierem jest tym bardziej przyjemna, że jest on dwustronnie silikonowany, więc żadne zapachy i smaki nie przechodzą na niego, ani od takowych nie oddaje do potrawy. Papier nie przypala i nie kruszy się, jak to często ma miejsce, gdy pieczemy długo i w wysokich temperaturach.

Sprawdzałam go też w przypadku pieczonych warzyw, które wcześniej były obtoczone w przyprawach i dodany był do nich olej. Cała marynata nie przesiąknęła przez papier na blachę, także dla mnie to ogromny plus i mniejszy kłopot ze sprzątaniem i doczyszczaniem blachy (nie znam osoby, która lubi to robić!).


Tak upieczony chlebek pozostaw jeszcze na 15 minut w lekko uchylonym, ale wyłączonym piekarniku. Później wyciągnij go i krój dopiero po całkowitym wystygnięciu.

Jako dodatek w tym przypadku świetnie sprawdzi się zarówno masło orzechowe, dżem, jak i wytrawna pasta warzywna. Możesz go jeść na słodko i na słono, tak, jak lubisz! Zabierz go do pracy, w podróż czy do szkoły - takich przekąsek nigdy dość :)

środa, 18 grudnia 2019

Cześć!

Pewnie teraz przygotowujecie się już do świątecznych wypieków, ale powiem Wam szczerze, że to ciasto jest naprawdę przepysznym wstępem przed wszystkimi makowcami, sernikami i pasztecikami, którymi jeszcze zdążycie się najeść :)

Ciasto marchewkowe ma wiele, wiele swoich odsłon, czasami znajdziecie je w towarzystwie konfitury, czekolady, czasami z cukrze pudrze, a czasami (tak, jak u mnie), bez dodatków. Ciasto jest dość kruche - ale to właśnie jego struktura, także bez talerzyka się nie obejdzie!


Czego potrzebujecie do wykonania ciasta marchewkowego?
  • 100 gramów mąki ryżowej,
  • 50 gramów mąki ziemniaczanej,
  • 50 gramów mąki owsianej,
  • około 150 gramów startej, surowej marchewki,
  • 50 gramów orzechów włoskich,
  • około 3/4 szklanki oleju roślinnego (np. ryżowego, rzepakowego),
  • około 80-100 gramów słodzika sypkiego (ksylitol, erytrytol, cukier trzcinowy, cukier biały),
  • łyżeczka przyprawy do pierników,
  • około łyżki kakao,
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia,
  • pół łyżeczki sody,
  • olej do wysmarowania formy.

Na początku rozgrzej piekarnik do 190° C, blaszkę (np. keksówkę) wyłóż papierem do pieczenia i boki posmaruj lekko tłuszczem roślinnym (olejem rzepakowym, ryżowym, albo takim, który masz akurat pod ręką). Mąki przesiej, dodaj sodę, proszek do pieczenia i całość dokładnie wymieszaj.


Surową marchew zetrzyj na tarce.


Orzechy włoskie (lub inne, które akurat masz pod ręką) posiekaj na mniejsze kawałki.


Sypki słodzik utrzyj z olejem w misce. Stopniowo wbijaj jajka i dalej ucieraj. Powoli do masy dodawaj mieszankę mąk, przyprawę do piernika, kakao. Mieszaj do połączenia się składników.


Do tak przygotowanej masy dodaj startą marchew oraz posiekane orzechy. Całość ponownie wymieszaj.


Do keksówki wyłożonej papierem przelej masę i wstaw do rozgrzanego piekarnika na około 40-50 minut.


Po upływie czasu pieczenia wyłącz piekarnik, uchyl lekko drzwiczki od piekarnika i zostaw w nim ciasto na jeszcze około 15 minut. Niech powoli wytraca temperaturę. Po tym czasie ciasto możesz wyciągnąć z piekarnika i studzić w foremce na kratce. Gdy foremka lekko przestygnie, wyciągnij ciasto z papieru i studź w całości na kratce.


Ciasto jest naprawdę aromatyczne - pachnie przyprawami korzennymi, doskonale sprawdzi się jako słodka przekąska do popołudniowej kawy albo jako przekąska do pracy, do lunchboxa. To jak? Znajdziesz czas na przygotowanie takiego ciacha w przedświątecznej gorączce?

wtorek, 10 grudnia 2019

Cześć!

Do Świąt coraz bliżej i tak naprawdę nie mogę się już doczekać, aż w naszym mieszkaniu pojawi się choinka! Wszystko od razu nabierze nowego klimatu. Mam nadzieję, że na Wigilię pojawi się śnieg - bez niego to nie to samo! Kto ma takie same odczucia, jak ja?

Koniec rozmyślań! Mam dzisiaj dla Was naprawdę fantastyczny, szybki i prosty przepis na pierniczki, które za każdym razem się udają :)


Do przygotowania tych pyszności potrzebujesz:

  • pół szklanki mąki kukurydzianej,
  • pół szklanki mąki gryczanej,
  • pół łyżeczki cynamonu,
  • 3 łyżeczki przyprawy do piernika,
  • 1/3 łyżeczki sody,
  • 1 jajko,
  • 2 łyżki oleju kokosowego,
  • 2 łyżki dowolnego słodzika (cukier, cukier trzcinowy, erytrytol, ksylitol),
  • 2-3 łyżki miodu,
  • ewentualnie mąka ziemniaczana do podsypywania blatu.

Olej kokosowy i miód umieść w małym garnku, podgrzej do rozpuszczenia i połączenia wszystkich składników. Gdy składniki się połączą odstaw do przestygnięcia.


W osobnej misce wymieszaj wszystkie suche składniki: mąkę gryczaną, mąkę kukurydzianą, słodzik, sodę, cynamon, przyprawę do piernika.


Do suchych składników dodajemy jajko i jeszcze lekko ciepły miód z olejem kokosowym. Całość mieszamy do połączenia się składników. Na początku mieszając łyżką, później zagniatając ciasto dłońmi.


Wyrobione ciasto przykryj ściereczką, aby nie wysychało. W międzyczasie rozgrzej piekarnik do 180° C, grzanie góra-dół z termoobiegiem. Przygotuj sobie foremki do wykrawania pierniczków, stolnicę oprósz odrobiną mąki ziemniaczanej.


Ciasto rozwałkowujemy na blacie do pożądanej grubości, wykrawamy ciasteczka i układamy ma blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pierniczki wsadzamy do rozgrzanego piekarnika na około 7-10 minut i kontrolujemy, aby zbytnio się nie przyrumieniły - wszystko zależy od ich grubości (cieńsze zrobią się o wiele szybciej).


Tak przygotowane pierniczki po upieczeniu układam na kratce do wystygnięcia.


Pierniczki możesz zajadać od razu, gdy są jeszcze ciepłe. Możesz poczekać, aż wystygną a później z powodzeniem je udekorować lukrem, czekoladą, ulubionymi powidłami, masłem orzechowym - możliwości jest mnóstwo!

A u Was jak wyglądają przygotowania do Świąt? Zabieracie się za coś odpowiednio wcześnie, czy jednak wolicie wszystko zrobić na ostatnią chwilę, aby było świeże?

piątek, 6 grudnia 2019

Cześć!

Mamy już grudzień! Sezon na przepisy w świątecznej odsłonie uważam za otwarty! Mam dla Was przepis na kruche ciasteczka, które świetnie smakują zarówno bez dodatków, jak i z lukrem, cukrową posypką.


Do przygotowania takich ciasteczek potrzebujesz:

  • około 60-70 gramów mąki ziemniaczanej,
  • 120 gramów mąki jaglanej,
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej,
  • około łyżki syropu klonowego/miodu/innego płynnego słodu,
  • łyżeczkę przyprawy do piernika,
  • 1/4 łyżeczki suszonego imbiru,
  • 25 ml oleju roślinnego (u mnie rzepakowy),
  • około 2-3 łyżek wody,
  • 1,5 łyżki mielonego siemienia lnianego.

Do miski wrzuć wszystkie składniki na ciasteczka, dokładnie je ze sobą połącz.

 
Wyrabiaj ciasto przez chwilkę, składniki powinny się połączyć w jedną, dość zbitą, ale nadal lekko kruchą całość. Gdy konsystencja Ci nie odpowiada (ciasto rozpada się w dłoniach) dodaj jeszcze trochę wody i/lub mielonego siemienia lnianego.



Rozgrzej piekarnik do 180° C (z termoobiegiem), blachę wyłóż papierem do pieczenia. Na blat obsypany mąką ziemniaczaną wykładaj małymi partiami ciasto i rozwałkuj je. Wykrawaj ciastka ulubionymi foremkami.


Tak przygotowane ciasteczka wsadź do rozgrzanego piekarnika na około 10 minut. 


Po upieczeniu przełóż ciasteczka na kratkę, aby nieco ostygły i zrobiły się jeszcze bardziej kruche.


Dekoruj ciasteczka czymkolwiek chcesz - domowym lukrem, kupnymi pisakami, posypkami, gorzką czekoladą, kremem z daktyli!

środa, 27 lutego 2019

Wszystkie łasuchy z niecierpliwością wyczekują czwartku. Dlaczego jest on tak wyjątkowy? To przecież Tłusty Czwartek, a jeśli Tłusty Czwartek to nie może obejść się bez pączków! 

Stało przede mną wyzwanie, by wykonać pączki bezglutenowe, w wersji wegańskiej - smaczne, puszyste, z waniliowym posmakiem. Ich wykonanie nie jest skomplikowane, a pierwsza usmażona patria znika w okamgnieniu. Jeśli masz pod ręką batata i mąkę ryżową - jesteś w domu, zabieramy się za robienie domowych pączków!


Pączki bezglutenowe wegańskie. Co jest potrzebne do ich przygotowania?

  • duży batat
  • 1 i 1/3 szklanki mąki ryżowej
  • 1/2 szklanki ksylitolu lub innego słodzika
  • 3 łyżki płynnego oleju kokosowego
  • 1 opakowanie bezglutenowego budyniu waniliowego
Rozczyn:
  • 1/4 szklanki ciepłego mleka roślinnego (u mnie ryżowe)
  • 1 opakowanie suchych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 łyżki mąki ryżowej
  • olej do smażenia (u mnie rzepakowy, ale może to być także kokosowy lub ryżowy, ważne, by miał wysoki punkt dymienia)



Batata myjemy, obieramy ze skórki, kroimy na mniejsze kawałki, wsadzamy do garnka z wodą i gotujemy do miękkości (około 15 minut). 
Podczas gotowania się batata przygotowujemy rozczyn. W ciepłym mleku ryżowym rozprowadzamy suszone drożdże, cukier oraz mąkę ryżową. Wszystko dokładnie mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, aby drożdże trochę popracowały. Odstawiamy na czas gotowania się batata.


Po odstaniu w ciepłym miejscu rozczyn wygląda mniej więcej w ten sposób, można zauważyć pęcherzyki powietrza, co oznacza jedynie to, że jesteśmy na dobrej drodze :)


Ugotowanego, odcedzonego, miękkiego batata rozgniatamy widelcem na gładką masę. Odstawiamy na chwilę do przestudzenia. Później dodajemy ksylitol i dokładnie mieszamy.


Do batata dodajemy mąkę ryżową, budyń waniliowy oraz rozczyn. Wyrabiamy ciasto. 


Przy końcówce wyrabiania do całości dodajemy roztopiony olej kokosowy i ponownie mieszamy. Odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut, aby drożdże jeszcze trochę popracowały. 


Po tym czasie ciasto co prawda sporo nie wyrośnie, ale drożdże popracują, a całość stanie się dość pulchna, puszysta. Po tym czasie sprawdzamy, czy z powstałej masy da się ulepić pączusie wielkości orzecha włoskiego. Jeśli masa jest zbyt luźna, należy dodać do niej jeszcze trochę mąki ryżowej. 


Do głębokiej patelni z dnem teflonowym wlewamy olej, czekamy aż będzie naprawdę gorący. Odrywamy mały kawałek ciasta i wsadzamy do oleju, jeśli dzieje się to, co widać na zdjęciu powyżej, to znak, że olej jest naprawdę dobrze rozgrzany. 

Zimny lub niewystarczająco gorący olej sprawi, że pączusie nasiąkną olejem i będą się w nim wręcz gotowały, a nie smażyły, dlatego ten etap jest tak ważny! Cierpliwość popłaca. 


Na patelnię nie wrzucamy od razu kilkunastu pączusiów, by nie obniżyć temperatury oleju. U mnie n jedną partię wrzucałam około 5 sztuk i wszystko było w jak najlepszym porządku. Smażymy do zarumienienia, lekkiego przypieczenia. 

Wszystkie usmażone bezglutenowe pączki odsączamy z nadmiaru tłuszczu na ręcznikach papierowych.


Pączki wegańskie pięknie pachną wanilią, są delikatne, puszyste w środku, świetnie nadają się do przechowywania np. na drugi dzień. Ale gwarantuję, że znikną w dość szybkim tempie!


Pączków nie nadziewałam, postanowiłam, że posypane cukrem pudrem oraz umoczone w czekoladzie z daktyli będą najlepszym wyborem. Nie myliłam się. To połączenie jest po prostu bezbłędne i obłędne.


Jak widzicie, ich przygotowanie nie jest trudne, wymaga jednak poświęcenia odrobiny czasu. Warto - gwarantuję, że takich pączków jeszcze nie jedliście!