poniedziałek, 8 czerwca 2020

Cześć!

Jako, że czas w domu spędzam w dość produktywny sposób, mam coś dla wszystkich fanów i smakoszy kawy. Porównanie dwóch młynków - ręcznego i elektrycznego.


Jak oba młynki sprawdzają się w mojej kuchni? Który z nich wybieram częściej i dlaczego? Dzisiaj odpowiem na te pytania w tym wpisie!



Na pierwszy ogień idzie tradycja, czyli ręczny młynek marki Zest for Life. O samej marce wcześniej gdzieś już słyszałam, ale jest to pierwszy ich produkt w moich rękach. Młynek jest baaardzo solidnie wykonany. Po kilku miesiącach intensywnego użytkowania mogę powiedzieć jedno - jest wart swojej ceny!

Ziarna kawy mielone w młynku ręcznym są mielone znacznie wolniej, niż te w młynku elektrycznym, a co za tym idzie ziarna nie są podgrzewane, to także ma wpływ na smak kawy! Jeśli jesteś fanem idei slow life taki gadżet na pewno przypadnie Ci do gustu.

Młynek został wyposażony w żeliwne żarna - to głównie z tego powodu cena młynka nie jest najniższa. Ale jeśli mowa o jakości to właśnie takie żarna najlepiej wybrać, będą nam bezawaryjnie służyły przez dłuuugi czas.

Oczywiście w przypadku młynka ręcznego możemy z powodzeniem regulować poziom zmielenia (jeśli wolisz kawę o grubszym lub mocniejszym zmieleniu, to wszystko zapewni Ci ten młynek).


Podczas mielenia kawa spada na dół do szufladki, skąd już dostaje się do naszych nozdrzy fantastyczny aromat i ochota na kawę rośnie :) Młynek jest bardzo praktyczny, mielenie zajmuje chwilkę, ale skoro najlepiej jest mielić przed samym zaparzeniem, to przecież nie problem pokręcić kilka razy :)

Dla 2-3 osób w domostwie i gdy nie masz zbyt często gości (choć goście zazwyczaj piją kawę rozpuszczalną :P) takie rozwiązanie będzie idealne. Do tego młynek fantastycznie prezentuje się na blacie w kuchni i sam z siebie może być w niej ozdobą.



Drugi zawodnik to młynek elektryczny marki Krups. Jego nowoczesny wygląd sprawia, że pasuje do niemal każdej kuchni i jadalni. U nas ma swoje honorowe miejsce zaraz obok kawiarki (o której pewnie za jakiś czas Wam też opowiem). W tym przypadku też postawiliśmy na żarnowe mielenie kawy i nie żałujemy. Przyznam szczerze, że bardzo szybko mieli kawę i z tego właśnie jesteśmy zadowoleni.

Jest niezawodny, gdy w domu witają nas niezapowiedziani goście - zmielenie dużej ilości ziaren nie jest teraz żadną trudnością i już w kilka chwil wszyscy mogą cieszyć się wspaniałą, aromatyczną kawą.

Ziarna wsypuje górą, a na dole wyjmuje już zmielona kawę w poręcznym pojemniczku, w którym zmieści się aż 200 g! Młynek ma także możliwość regulacji grubości zmielonej kawy i ilość, jaką ma zmielić (od 2 do 12 filiżanek kawy, co jest naprawdę imponujące).


Dla większych rodzin, które nadal chcą cieszyć się smakiem prawdziwej kawy i dla osób, które po prostu goszczą u siebie często znajomych lub rodzinę i są ponadprzeciętnymi kawoszami taki rodzaj młynku będzie super rozwiązaniem.



Mam w domu dwa młynki i obu używam w zależności od tego jaka jest okoliczność. Częściej używamy młynka elektrycznego, bo jednak najczęściej zależy nam na czasie. Lubie nie czekać na zaparzenie kawy, ale od czego są leniwe weekendy? :) W weekendy to i mielę kawę i zaparzam ją w kawiarce. 


A Wy? Jaki młynek macie w domu? Korzystacie w ogóle z takich rozwiązań? A może kupujecie kawę sypaną już zmieloną? A może w ogóle nie pijacie kawy?

Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi!

czwartek, 28 maja 2020

Cześć!

Mam dla Was jeden z najprostszych i najszybszych przepisów na domowe lody bananowe. Mam nadzieję, że ten smak i kremowa konsystencja przypadną Wam do gustu i będziecie się nimi rozkoszować tak samo, jak ja i moja rodzina :)

Dobierając dodatki do Waszych preferencji stworzycie istne niebo w gębie.



Do przygotowania tych przepysznych domowych lodów potrzebujesz:

  • dwóch mocno dojrzałych bananów (takich, których skórka powoli robi się już czarna),
  • pasty tahini (opcjonalnie, może być także masło orzechowe, pasta ze słonecznika i inne),
  • około 1/2 szklanki napoju roślinnego (lub zwykłego mleka) - ilość często trzeba dostosować do wielkości bananów
  • dodatki: u mnie świeży rabarbar i suszone daktyle (możesz dodać przyprażony słonecznik, pestki dyni, cynamon, wszystko, na co masz ochotę :))
 

Banany obierz i pokrój/połam w części, umieść w pudełku, które nadaje się do zamrażarki. Do bananów dodaj pastę tahini lub inne masło z ulubionych orzechów. Wsadź do zamrażarki na minimum 24h.


Następnego dnia banany z pastą przełóż do naczynia, w którym całość będziesz blendować. Dolej pół szklanki napoju roślinnego. Możesz odczekać jakieś 3-4 minuty, aby nie blendować bananów jak kamieni, ale nie jest to konieczne, jeśli masz dobry blender. Banany powinny dać się blendować na gładką masę. Całość dokładnie zmiksuj na gładką masę.


Lody są gotowe do spożycia od razu po zblendowaniu i dość szybko (szybciej, niż tradycyjne lody z pudełka) się topią, więc należy mieć to na uwadze przy wcześniejszym wykładaniu lodów. Najlepiej po prostu zblendować je od razu przed podaniem.


Tak przygotowane lody udekoruj ulubionymi dodatkami. U mnie pod ręką był akurat świeży rabarbar i suszone daktyle, które dodatkowo można żuć, więc to urozmaica konsystencję. Dodaj prażone ziarna słonecznika, uprażone pestki dyni, cynamon, startą na tarce gorzką czekoladę i ciesz się domowym deserem, który zachwyci całą rodzinę!

Mam nadzieję, że ten szybki przepis na stałe zagości w Waszym domu, zwłaszcza podczas tych cieplejszych dni, które przecież wciąż przed nami! :)

Robicie domowe lody, czy raczej nie lubicie takich eksperymentów? A może macie ulubione przepisy? Z chęcią się im przyjrzę :)

poniedziałek, 11 maja 2020

Cześć!
U Was też niemal codziennie pachnie drożdżami? U mnie ten zapach unosi się w powietrzu tak długo, że niemal zdążyłam się do niego przyzwyczaić. W czasach pandemii najważniejsze jest to, aby mimo wszystko dobrze traktować nie tylko swoją głowę, ale i ciało. Przez żołądek do serca mówią... :)



Dzisiejszy wpis jest pozbawiony jakiegokolwiek przepisu, bo przyznam szczerze, że obecnie na eksperymenty sama nie mam weny, ale posiłkuję się tym, co ktoś już wymyślił i zgrabnie przedstawił u siebie :) Wyrabiam, patrzę jak rośnie, zagniatam. Na zdjęciach wyżej buchty - połączone bokami bułeczki drożdżowe. Niebiańsko maślane, puszyste, mięciutkie. Idealne na ciepło z masłem lub dżemem.



A tutaj mamy zawijańce drożdżowe z dżemem truskawkowym domowej roboty. Wspaniałe zarówno w dniu upieczenia, jak i następnego dnia. Dla mnie jedna z lepszych przekąsek, którą udało mi się upiec na tej kwarantannie (buchty i tak wygrywają). Dość łatwe w przygotowaniu, dodatkowo można wykorzystać różne wariacje z nadzieniem: ser twarogowy na słodko, domowa nutella, masło orzechowe, pasta z makiem, możliwości jest naprawdę dużo.



Z racji tego, że w mojej zamrażarce mam ponad 1,5 kg drożdży - w mojej kuchni przyszedł także czas na drożdżowe rogaliki z dżemem z czarnej porzeczki. Dość słodkie ciasto fajnie równoważone było dzięki kwaśnemu dżemowi. Dla mnie niebo w gębie. Bardzo lubię takie połączenia. Rogaliki zniknęły jeszcze w ten sam dzień, więc wiem, że przepis mogę dodać do ulubionych :)

I tak, świeże drożdże z powodzeniem można mrozić (do pół roku), więc jeśli macie jakąkolwiek nadwyżkę, warto je zamrozić. Przyznam szczerze, że wydaje mi się, że ciasto lepiej pracuje na drożdżach mrożonych, niż na tych typowo świeżych, ale może to tylko moje odczucie :)

Zabierajcie się za wypieki, podejmijcie się czegoś, czego jeszcze nie mieliście okazji próbować. To idealny czas na domowe wypieki, żadna z obecnych chwil już więcej się nie powtórzy.

poniedziałek, 23 marca 2020

Cześć!

Dawno mnie tu nie było, ale sami doskonale zdajecie sobie sprawę, jak wygląda obecnie sytuacja na świecie. Ciężko było mi się do czegokolwiek zmotywować, ale mam dla Was przepis, dzięki któremu umilimy sobie ten czas, który i tak trzeba spędzić w domu. Coś słodkiego zawsze jest w stanie poprawić nasz humor, więc do dzieła!


Bułeczki drożdżowe z kruszonką - przepis


Do wykonania tych bajecznych bułeczek potrzebujesz:
  • 40 g świeżych drożdży,
  • 100 g cukru,
  • 2 żółtka (białka pozostaw do posmarowania bułeczek z góry),
  • całe opakowanie cukru wanilinowego,
  • 250 ml mleka,
  • 500 g mąki pszennej,
  • 70 g miękkiego masła,
  • 1/2 łyżeczki soli
I na kruszonkę:
  • 70 g mąki,
  • 50 g cukru,
  • 50 g masła.

Do ciepłego mleka dodaj drożdże, cukier, cukier waniliowy oraz żółtka. Całość dokładnie wymieszaj do połączenia składników. Dodaj mąkę, masło i sól. Całość dokładnie wymieszaj i wyrób ciasto. Miskę przykryj ściereczką i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 30-40 minut.

Podczas wyrastania ciasta przygotuj kruszonkę. Wymieszaj mąkę z cukrem i masłem. Zrób niedbałe okruchy. 



Gdy ciasto wyrośnie odrywaj po kawałku i formuj bułeczki o wybranym kształcie i wielkości. Pamiętaj, że w piekarniku one jeszcze nieco urosną, więc zachowaj odstępy. 


Uformowane bułeczki posmaruj białkiem i posyp przygotowaną kruszonką. Piekarnik rozgrzej do 170° C, ustaw na tryb z termoobiegiem. Gdy piekarnik będzie rozgrzany wstaw do niego bułeczki na około 25 minut, monitorując ich poziom przypieczenia.



Bułeczki powinny być przyrumienione. Po wyciągnięciu z piekarnika odłóż je na kratkę do chwilowego przestygnięcia. Zaparz sobie ulubioną kawę lub przygotuj herbatę i zajadaj się, relaksując i czekając, aż świat wróci do normalności.


Bułeczki świetnie smakują od razu po upieczeniu. Są delikatne, puszyste, naprawdę warte tych kilkunastu minut w kuchni. Osłodzą każdy dzień i sprawią, że na buzi choć na chwilę pojawi się uśmiech :)

czwartek, 20 lutego 2020

Cześć!

Na blogu obchodzę już drugi tłusty czwartek :) Tak było w zeszłym roku - pączki w innej odsłonie. W tym roku poszłam w nieco bardziej tradycyjną stronę - zrobiłam lane chrusty.

Przepis jest banalnie prosty i jego wykonanie również, nie ma tutaj większej filozofii - wszystko wychodzi za pierwszym razem.


Do przygotowania lanych chrustów potrzebujesz:
  • 1,5 szklanki mąki pszennej,
  • 3/4 szklanki mleka,
  • około 2 łyżek spirytusu,
  • 3 średnie lub 4 małe jajka,
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia.
To wszystko :)


W szklanej lub metalowej misce wymieszaj dokładnie trzepaczką mąkę z jajkami i mlekiem. Pamiętaj, aby wszystkie składniki były w temperaturze pokojowej. Do wymieszanych składników dodaj spirytus i proszek do pieczenia. Całość ponownie wymieszaj do uzyskania jednolitej masy.


Do garnka z szerokim dnem wlej około 400 ml oleju - u mnie rzepakowy. Rozgrzej go na dużym ogniu. Pamiętaj, że temperatura oleju musi być wysoka po to, aby chrusty nie chłonęły zbyt dużo tłuszczu. Z tego samego powodu do ciasta dodaje się spirytus :)


Gdy olej będzie widocznie rozgrzany ciasto wlej do rękawa cukierniczego i wlewając na gorący olej formuj kształty, jakie Ci tylko przypadną do gustu. To mogą być kółeczka, szlaczki, różne zawijasy - tylko wyobraźnia Cię ogranicza!




Gdy chrusty się zarumienią można przerzucić je na drugą stronę, a później na ręcznik papierowy, aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Lekko przestudzone chrusty lane dekorujemy cukrem pudem i zajadamy ze smakiem!