środa, 3 marca 2021

Cześć!

Czy jest tutaj ktoś kto nie znosi zapachu/smaku kawy? Jeśli tak, to możecie odpuścić sobie dzisiejszy wpis. Będzie on w pełni poświęcony kawie, którą od krótkiego czasu przygotowuję w kawiarce! Taki prezent otrzymałam od najbliższej rodziny i już teraz wiem, że to urządzenie będzie jednym z moich ulubionych w tym roku!


Jaka kawiarka lepsza - stalowa czy aluminiowa?

Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, jednak po kilku dniach zastanawiania się i czytania różnych wniosków, doświadczeń innych kawoszy jednoznacznie stwierdziłam, że mój wybór padnie na kawiarkę stalową. Wszystko zależy od Waszych preferencji, przekonań i budżetu, jakim dysponujecie.

Kawiarki stalowe:
  • kształt nowoczesny, bardziej opływowy,
  • raczej stonowane kolory, dość mały wybór wzorów,
  • działają na płycie indukcyjnej,
  • ich cena znacznie przewyższa kawiarki wykonane z aluminium,
  • stal nie wpływa na smak kawowego naparu,
  • dość odporne na użytkowanie, uderzenia,
  • cięższe od aluminiowych, wolniej się nagrzewają,
  • z powodzeniem można myć z dodatkiem detergentu.

Kawiarki aluminiowe:
  • zazwyczaj w oryginalnym kształcie włoskiej kawiarki (kanciaste),
  • w wielu teoriach mówi się, że kawiarka aluminiowa zmienia lekko smak naparu, jaki otrzymamy w fazie końcowej,
  • w wielu wariantach kolorystycznych, wzorach,
  • zazwyczaj nie są dostosowane do płyty indukcyjnej,
  • stosunkowo tanie w porównaniu z kawiarkami stalowymi,
  • lekkie, szybko się nagrzewają,
  • szybciej widać na nich ślady użytkowania,
  • konieczność mycia samą wodą.
Najlepiej rozważyć wszystkie za i przeciw i sprawdzić, w jakiej wersji dobrze współpracowałoby nam się z taką kawiarką.

Czy kawiarka działa na płycie indukcyjnej?

Jest kilka wyjątkowych egzemplarzy kawiarek aluminiowych, które działają na indukcji. Jeśli chodzi o kawiarki stalowe to tutaj mamy znacznie większy wybór. Ale zawsze, ZAWSZE, należy czytać rekomendację producenta, czy dana kawiarka będzie działać na płycie indukcyjnej.


Kawiarka - czy warto?

Na to pytanie każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Wszystko zależy od tego, czy w ogóle będzie chciało Ci się przygotować kawę w kawiarce, mieć zmieloną kawę, uzupełnić naczynie w wodę, przypilnować ją na ogniu bądź płycie.

Według mnie dla innego smaku kawy, samego procesu jej parzenia - warto. Ale to tylko i wyłącznie mój punkt widzenia.


Kawiarka - jak używać?

Do sitka widocznego na zdjęciu należy wsypać zmieloną kawę, pojemnik na wodę uzupełnić przefiltrowaną wodą, nie zakrywając zaworu bezpieczeństwa. Kawiarkę skręcić, ustawić na palniku i czekać na aromatyczny napar.

Używać z ostrożnością - kawiarka po zaparzeniu naparu jest gorąca.


Kawiarka - jak działa?

Działanie kawiarki jest podobne do działania ekspresu ciśnieniowego. Woda wlana do zbiorniczka i podgrzewana wytwarza ciśnienie, które wywiera nacisk na kawę uzupełnioną w siteczku. Wrząca woda wypychana jest do góry, a co za tym idzie musi "przejść" przez kawę. Całość przechodzi też przez część filtrującą i zbiera się w górnym naczyniu.


Kawiarka - ile kawy?

Wszystko zależy od tego, jakiej pojemności kawiarkę masz w swoich rękach. Sitko na kawę wypełnij mielonymi ziarnami po brzeg, ale nie ugniataj i nie uciskaj jej.

Do kawiarki najlepiej sprawdzi się kawa średnio wypalona, i zmielona na świeżo (ale nie mega drobno, więc sklepowa kawa odpada w tym przypadku).

Zobacz w tym wpisie porównanie dwóch młynków do kawy: tutaj.


Kawiarka - ile wody?

Każde naczynie, do którego wlewa się wodę powinno mieć zawór bezpieczeństwa. Zawór umożliwia ujście nadmiernemu ciśnieniu, które mogłoby rozsadzić kawiarkę, gdyby go nie było.

Wody nalewamy tyle, aby znalazła się ona pod zaworem bezpieczeństwa. 

Do przygotowywania kawy wykorzystuję przefiltrowaną wodę.


Kawiarka - jak zrobić kawę?

  1. Kawa zmielona?
  2. Woda przefiltrowana?
  3. Kawę umieszczamy w sitku, wodę wlewamy do zbiornika na wodę.
  4. Kawiarkę odstawiamy na palnik/płytę indukcyjną.
  5. Czekamy, aż napar przeleje się do górnego naczynia.

 Kawiarka - kiedy wyłączyć?

Gdy tylko usłyszymy charakterystyczne bulgotanie naparu - włączamy gaz pod kawiarką. W przeciwnym wypadku kawa może się przypalić i być zbyt gorzka w smaku. Kawiarkę zdejmujemy z ognia - uwaga, naczynie jest gorące.

Napar zebrany w górnej części przelewamy do naczynek do espresso, np. takich: https://www.magiapolnocy.pl/zestaw-4-kubeczkow-do-espresso

Jeśli ktoś jest zwolennikiem małej czarnej - do tak przygotowanego kawowego naparu można dolać wrzątek i cieszyć się kawą americano.

A Wy? W jaki sposób parzycie kawę? Lubicie tę mieloną, czy jesteście fanami rozpuszczalnej? A może jesteście team herbata?

Czekam na Wasze komentarze tutaj i na fanpage na Facebooku!

piątek, 22 stycznia 2021

 Cześć!

Wraz z Nowym Rokiem wiele osób decyduje się na wprowadzenie do swojego życia kilku istotnych zmian i to jest jak najbardziej na plus! :) Nie jestem zwolenniczką postanowień noworocznych, nazywam je raczej nowymi nawykami.

W sztywno ułożonych postanowieniach noworocznych nie lubię tego, że każda jedna porażka oznacza, że polegliśmy i nie możemy zacząć od nowa. W nawykach chodzi o to, że wypracowujemy je z czasem - krok po kroku, po drodze niejednokrotnie potykając się i podnosząc z ziemi. Wyciągając wnioski, ucząc się nowych rzeczy i swoich reakcji na nie.

Podobnie jest z podejściem do zdrowego odżywiania. Nie jestem zwolenniczką zasady 100% albo nic, mody na "czystą michę", która po czasie prowadzi do kompulsywnego objadania się i wyrzutów sumienia. Zmiany w diecie można wprowadzać stopniowo, ucząc się swojego organizmu, dostosowując do jego potrzeb. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis i kilka wskazówek sprawią, że komponowanie fajnych, odżywczych i kolorowych koktajli nie będzie problemem.


Z czego zrobić koktajl?

Oto lista produktów, które zawsze się u mnie znajdą. Z tym pyszności zawsze można wyczarować coś odżywczego:
  • zamrożona natka pietruszki i jarmuż - idealne do przechowywania, świetnie się blenduje, nie traci wartości odżywczych,
  • banany, pomarańcze, kiwi, gruszki, jabłka - must have, podstawa koktajli, równowaga między smakiem słodkim i kwaśnym,
  • czasami zdarzają się: ananas, grapefruit, winogrona, liczi, miechunka,
  • siemię lniane, sezam, wiórki kokosowe, masło orzechowe, gorzka czekolada, ekspandowane nasiona, cynamon, orzechy.


Czy koktajle owocowe są zdrowe?

Wszystko zależy od tego, co w nich umieścisz. O ile podstawą nie będzie sok z cukrem lub syropem glukozowo-fruktozowym, mleczko skondensowane, a góry nie posypiesz łyżką cukru - to tak, koktajle owocowe są zdrowe. A w połączeniu z warzywami (w tym z różnego rodzaju naciami) to bomba witaminowa. I o ile nie macie dolegliwości żołądkowych po spożyciu danego produktu i owoce (np. grapefruity) nie reagują z lekami jakie przyjmujecie - to samo zdrowie.



Czy koktajle można pić wieczorem?

O ile wieczorne spożywanie surowych owoców czy warzyw nie sprawia, że czujecie dyskomfort żołądkowo-jelitowy - jak najbardziej można. Owoce czy warzywa po godzinie 18:00 nie zmieniają magicznie swojej kaloryczności. Ten jeden banan spożyty rano lub wieczorem ma tyle samo kalorii. Koktajle są dobrym sposobem na przemycenie do jadłospisu większej ilości warzyw czy owoców.

Oczywiście najlepszym wyjściem jest jedzenie owoców w całości tj. przeżuwanie ich, rozróżnianie struktury, poczucie jej na języku. Ale jeśli jesteś na początku swojej drogi do wprowadzenia owoców czy warzyw naciowych - koktajle będą super wyborem.


Koktajle - jak zrobić?

Przed sobą układam naczynie blendera - dość wysokie, w takim najwygodniej przygotowuje mi się koktajl. Dodaję do naczynia podstawę koktajlu - np. banan, kilka cząstek ananasa, pół gruszki. Do tego dorzucam garść naci pietruszki, siemię lniane. 
Blenduję na gładką masę. Jeśli masa jest za gęsta i raczej przypomina konsystencją śmietanę - koktajl rozrzedzam sokiem bezpośrednio wyciskanym lub wodą. Ponownie blenduję.
Całość przelewam do wybranych kieliszków. Dekoruję wiórkami kokosowymi, startą na tarce gorzką czekoladą, dodaję ekspandowane ziarna i czasami kawałki owoców lub orzechów.

Spróbujcie przygotować taki koktajl w domu - zapewniam, że nowe doznania smakowe na pewno będą wyzwaniem. Poznanie faktury, smaku i zachowań niektórych owoców po zblendowaniu to dobry eksperyment na ten rok. Przeplatanie jadłospisu takimi koktajlami to dobre urozmaicenie.

wtorek, 29 grudnia 2020

 Cześć!

Witam Was po sporej przerwie w postach na blogu. Wszystko ma swój czas, więc oto jestem ponownie :)

Mam nadzieję, że Wasze święta były udane pod kątem wypieków, spędzenia wolnego czasu. Mam nadzieję, że wszystkie prezenty były trafione i jesteście zadowoleni.

 

W mojej kuchni nie było dużego szaleństwa w tym roku, ponieważ spotykaliśmy się z małym gronie. Na te święta przygotowałam drożdżówki z makiem. Udało mi się nawet samodzielnie przygotować masę makową - jest to o wiele, wiele prostsze, niż wcześniej myślałam. Od tej pory zawsze będę przygotowywać ją w domu - nie jest to zajęcie czasochołonne, ale daje dziką satysfakcję z możliwości dopasowania jej do siebie. U mnie np. nie pojawiają się rodzynki, a jedynie suszona żurawina.



Tradycyjnie nie mogło zabraknąć pierniczków/kruchych ciasteczek. W tym roku pierniczki upiekłam tylko raz, za to dwie blachy ciasteczek imbirowych. Chciałam spróbować czegoś innego i oto są. Kruche, lekko korzenne, ale nadal z mocno wyczuwalnym imbirem. Jeśli ktoś gustuje w takich smakach to będzie dla niego idealne rozwiązanie na kruchą przekąskę.


A tutaj mały backstage z przygotowywania ciasteczek. W te święta postawiłam na spokój ducha i nie stresowanie się przygotowaniami. Myślę, że wyszło mi to całkiem nieźle, mimo, że drożdżówki z makiem wykonywałam po raz pierwszy - niebo w gębie.

W Wy? Co ciekawego piekliście na te święta? Może pojawiło się u Was coś nowego? Zostaliście przy tradycyjnych przepisach czy może eksperymentowaliście?

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Cześć!

Jako, że czas w domu spędzam w dość produktywny sposób, mam coś dla wszystkich fanów i smakoszy kawy. Porównanie dwóch młynków - ręcznego i elektrycznego.


Jak oba młynki sprawdzają się w mojej kuchni? Który z nich wybieram częściej i dlaczego? Dzisiaj odpowiem na te pytania w tym wpisie!



Na pierwszy ogień idzie tradycja, czyli ręczny młynek marki Zest for Life. O samej marce wcześniej gdzieś już słyszałam, ale jest to pierwszy ich produkt w moich rękach. Młynek jest baaardzo solidnie wykonany. Po kilku miesiącach intensywnego użytkowania mogę powiedzieć jedno - jest wart swojej ceny!

Ziarna kawy mielone w młynku ręcznym są mielone znacznie wolniej, niż te w młynku elektrycznym, a co za tym idzie ziarna nie są podgrzewane, to także ma wpływ na smak kawy! Jeśli jesteś fanem idei slow life taki gadżet na pewno przypadnie Ci do gustu.

Młynek został wyposażony w żeliwne żarna - to głównie z tego powodu cena młynka nie jest najniższa. Ale jeśli mowa o jakości to właśnie takie żarna najlepiej wybrać, będą nam bezawaryjnie służyły przez dłuuugi czas.

Oczywiście w przypadku młynka ręcznego możemy z powodzeniem regulować poziom zmielenia (jeśli wolisz kawę o grubszym lub mocniejszym zmieleniu, to wszystko zapewni Ci ten młynek).


Podczas mielenia kawa spada na dół do szufladki, skąd już dostaje się do naszych nozdrzy fantastyczny aromat i ochota na kawę rośnie :) Młynek jest bardzo praktyczny, mielenie zajmuje chwilkę, ale skoro najlepiej jest mielić przed samym zaparzeniem, to przecież nie problem pokręcić kilka razy :)

Dla 2-3 osób w domostwie i gdy nie masz zbyt często gości (choć goście zazwyczaj piją kawę rozpuszczalną :P) takie rozwiązanie będzie idealne. Do tego młynek fantastycznie prezentuje się na blacie w kuchni i sam z siebie może być w niej ozdobą.



Drugi zawodnik to młynek elektryczny marki Krups. Jego nowoczesny wygląd sprawia, że pasuje do niemal każdej kuchni i jadalni. U nas ma swoje honorowe miejsce zaraz obok kawiarki (o której pewnie za jakiś czas Wam też opowiem). W tym przypadku też postawiliśmy na żarnowe mielenie kawy i nie żałujemy. Przyznam szczerze, że bardzo szybko mieli kawę i z tego właśnie jesteśmy zadowoleni.

Jest niezawodny, gdy w domu witają nas niezapowiedziani goście - zmielenie dużej ilości ziaren nie jest teraz żadną trudnością i już w kilka chwil wszyscy mogą cieszyć się wspaniałą, aromatyczną kawą.

Ziarna wsypuje górą, a na dole wyjmuje już zmielona kawę w poręcznym pojemniczku, w którym zmieści się aż 200 g! Młynek ma także możliwość regulacji grubości zmielonej kawy i ilość, jaką ma zmielić (od 2 do 12 filiżanek kawy, co jest naprawdę imponujące).


Dla większych rodzin, które nadal chcą cieszyć się smakiem prawdziwej kawy i dla osób, które po prostu goszczą u siebie często znajomych lub rodzinę i są ponadprzeciętnymi kawoszami taki rodzaj młynku będzie super rozwiązaniem.



Mam w domu dwa młynki i obu używam w zależności od tego jaka jest okoliczność. Częściej używamy młynka elektrycznego, bo jednak najczęściej zależy nam na czasie. Lubie nie czekać na zaparzenie kawy, ale od czego są leniwe weekendy? :) W weekendy to i mielę kawę i zaparzam ją w kawiarce. 


A Wy? Jaki młynek macie w domu? Korzystacie w ogóle z takich rozwiązań? A może kupujecie kawę sypaną już zmieloną? A może w ogóle nie pijacie kawy?

Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi!

czwartek, 28 maja 2020

Cześć!

Mam dla Was jeden z najprostszych i najszybszych przepisów na domowe lody bananowe. Mam nadzieję, że ten smak i kremowa konsystencja przypadną Wam do gustu i będziecie się nimi rozkoszować tak samo, jak ja i moja rodzina :)

Dobierając dodatki do Waszych preferencji stworzycie istne niebo w gębie.



Do przygotowania tych przepysznych domowych lodów potrzebujesz:

  • dwóch mocno dojrzałych bananów (takich, których skórka powoli robi się już czarna),
  • pasty tahini (opcjonalnie, może być także masło orzechowe, pasta ze słonecznika i inne),
  • około 1/2 szklanki napoju roślinnego (lub zwykłego mleka) - ilość często trzeba dostosować do wielkości bananów
  • dodatki: u mnie świeży rabarbar i suszone daktyle (możesz dodać przyprażony słonecznik, pestki dyni, cynamon, wszystko, na co masz ochotę :))
 

Banany obierz i pokrój/połam w części, umieść w pudełku, które nadaje się do zamrażarki. Do bananów dodaj pastę tahini lub inne masło z ulubionych orzechów. Wsadź do zamrażarki na minimum 24h.


Następnego dnia banany z pastą przełóż do naczynia, w którym całość będziesz blendować. Dolej pół szklanki napoju roślinnego. Możesz odczekać jakieś 3-4 minuty, aby nie blendować bananów jak kamieni, ale nie jest to konieczne, jeśli masz dobry blender. Banany powinny dać się blendować na gładką masę. Całość dokładnie zmiksuj na gładką masę.


Lody są gotowe do spożycia od razu po zblendowaniu i dość szybko (szybciej, niż tradycyjne lody z pudełka) się topią, więc należy mieć to na uwadze przy wcześniejszym wykładaniu lodów. Najlepiej po prostu zblendować je od razu przed podaniem.


Tak przygotowane lody udekoruj ulubionymi dodatkami. U mnie pod ręką był akurat świeży rabarbar i suszone daktyle, które dodatkowo można żuć, więc to urozmaica konsystencję. Dodaj prażone ziarna słonecznika, uprażone pestki dyni, cynamon, startą na tarce gorzką czekoladę i ciesz się domowym deserem, który zachwyci całą rodzinę!

Mam nadzieję, że ten szybki przepis na stałe zagości w Waszym domu, zwłaszcza podczas tych cieplejszych dni, które przecież wciąż przed nami! :)

Robicie domowe lody, czy raczej nie lubicie takich eksperymentów? A może macie ulubione przepisy? Z chęcią się im przyjrzę :)