wtorek, 29 grudnia 2020

 Cześć!

Witam Was po sporej przerwie w postach na blogu. Wszystko ma swój czas, więc oto jestem ponownie :)

Mam nadzieję, że Wasze święta były udane pod kątem wypieków, spędzenia wolnego czasu. Mam nadzieję, że wszystkie prezenty były trafione i jesteście zadowoleni.

 

W mojej kuchni nie było dużego szaleństwa w tym roku, ponieważ spotykaliśmy się z małym gronie. Na te święta przygotowałam drożdżówki z makiem. Udało mi się nawet samodzielnie przygotować masę makową - jest to o wiele, wiele prostsze, niż wcześniej myślałam. Od tej pory zawsze będę przygotowywać ją w domu - nie jest to zajęcie czasochołonne, ale daje dziką satysfakcję z możliwości dopasowania jej do siebie. U mnie np. nie pojawiają się rodzynki, a jedynie suszona żurawina.



Tradycyjnie nie mogło zabraknąć pierniczków/kruchych ciasteczek. W tym roku pierniczki upiekłam tylko raz, za to dwie blachy ciasteczek imbirowych. Chciałam spróbować czegoś innego i oto są. Kruche, lekko korzenne, ale nadal z mocno wyczuwalnym imbirem. Jeśli ktoś gustuje w takich smakach to będzie dla niego idealne rozwiązanie na kruchą przekąskę.


A tutaj mały backstage z przygotowywania ciasteczek. W te święta postawiłam na spokój ducha i nie stresowanie się przygotowaniami. Myślę, że wyszło mi to całkiem nieźle, mimo, że drożdżówki z makiem wykonywałam po raz pierwszy - niebo w gębie.

W Wy? Co ciekawego piekliście na te święta? Może pojawiło się u Was coś nowego? Zostaliście przy tradycyjnych przepisach czy może eksperymentowaliście?

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Cześć!

Jako, że czas w domu spędzam w dość produktywny sposób, mam coś dla wszystkich fanów i smakoszy kawy. Porównanie dwóch młynków - ręcznego i elektrycznego.


Jak oba młynki sprawdzają się w mojej kuchni? Który z nich wybieram częściej i dlaczego? Dzisiaj odpowiem na te pytania w tym wpisie!



Na pierwszy ogień idzie tradycja, czyli ręczny młynek marki Zest for Life. O samej marce wcześniej gdzieś już słyszałam, ale jest to pierwszy ich produkt w moich rękach. Młynek jest baaardzo solidnie wykonany. Po kilku miesiącach intensywnego użytkowania mogę powiedzieć jedno - jest wart swojej ceny!

Ziarna kawy mielone w młynku ręcznym są mielone znacznie wolniej, niż te w młynku elektrycznym, a co za tym idzie ziarna nie są podgrzewane, to także ma wpływ na smak kawy! Jeśli jesteś fanem idei slow life taki gadżet na pewno przypadnie Ci do gustu.

Młynek został wyposażony w żeliwne żarna - to głównie z tego powodu cena młynka nie jest najniższa. Ale jeśli mowa o jakości to właśnie takie żarna najlepiej wybrać, będą nam bezawaryjnie służyły przez dłuuugi czas.

Oczywiście w przypadku młynka ręcznego możemy z powodzeniem regulować poziom zmielenia (jeśli wolisz kawę o grubszym lub mocniejszym zmieleniu, to wszystko zapewni Ci ten młynek).


Podczas mielenia kawa spada na dół do szufladki, skąd już dostaje się do naszych nozdrzy fantastyczny aromat i ochota na kawę rośnie :) Młynek jest bardzo praktyczny, mielenie zajmuje chwilkę, ale skoro najlepiej jest mielić przed samym zaparzeniem, to przecież nie problem pokręcić kilka razy :)

Dla 2-3 osób w domostwie i gdy nie masz zbyt często gości (choć goście zazwyczaj piją kawę rozpuszczalną :P) takie rozwiązanie będzie idealne. Do tego młynek fantastycznie prezentuje się na blacie w kuchni i sam z siebie może być w niej ozdobą.



Drugi zawodnik to młynek elektryczny marki Krups. Jego nowoczesny wygląd sprawia, że pasuje do niemal każdej kuchni i jadalni. U nas ma swoje honorowe miejsce zaraz obok kawiarki (o której pewnie za jakiś czas Wam też opowiem). W tym przypadku też postawiliśmy na żarnowe mielenie kawy i nie żałujemy. Przyznam szczerze, że bardzo szybko mieli kawę i z tego właśnie jesteśmy zadowoleni.

Jest niezawodny, gdy w domu witają nas niezapowiedziani goście - zmielenie dużej ilości ziaren nie jest teraz żadną trudnością i już w kilka chwil wszyscy mogą cieszyć się wspaniałą, aromatyczną kawą.

Ziarna wsypuje górą, a na dole wyjmuje już zmielona kawę w poręcznym pojemniczku, w którym zmieści się aż 200 g! Młynek ma także możliwość regulacji grubości zmielonej kawy i ilość, jaką ma zmielić (od 2 do 12 filiżanek kawy, co jest naprawdę imponujące).


Dla większych rodzin, które nadal chcą cieszyć się smakiem prawdziwej kawy i dla osób, które po prostu goszczą u siebie często znajomych lub rodzinę i są ponadprzeciętnymi kawoszami taki rodzaj młynku będzie super rozwiązaniem.



Mam w domu dwa młynki i obu używam w zależności od tego jaka jest okoliczność. Częściej używamy młynka elektrycznego, bo jednak najczęściej zależy nam na czasie. Lubie nie czekać na zaparzenie kawy, ale od czego są leniwe weekendy? :) W weekendy to i mielę kawę i zaparzam ją w kawiarce. 


A Wy? Jaki młynek macie w domu? Korzystacie w ogóle z takich rozwiązań? A może kupujecie kawę sypaną już zmieloną? A może w ogóle nie pijacie kawy?

Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi!

czwartek, 28 maja 2020

Cześć!

Mam dla Was jeden z najprostszych i najszybszych przepisów na domowe lody bananowe. Mam nadzieję, że ten smak i kremowa konsystencja przypadną Wam do gustu i będziecie się nimi rozkoszować tak samo, jak ja i moja rodzina :)

Dobierając dodatki do Waszych preferencji stworzycie istne niebo w gębie.



Do przygotowania tych przepysznych domowych lodów potrzebujesz:

  • dwóch mocno dojrzałych bananów (takich, których skórka powoli robi się już czarna),
  • pasty tahini (opcjonalnie, może być także masło orzechowe, pasta ze słonecznika i inne),
  • około 1/2 szklanki napoju roślinnego (lub zwykłego mleka) - ilość często trzeba dostosować do wielkości bananów
  • dodatki: u mnie świeży rabarbar i suszone daktyle (możesz dodać przyprażony słonecznik, pestki dyni, cynamon, wszystko, na co masz ochotę :))
 

Banany obierz i pokrój/połam w części, umieść w pudełku, które nadaje się do zamrażarki. Do bananów dodaj pastę tahini lub inne masło z ulubionych orzechów. Wsadź do zamrażarki na minimum 24h.


Następnego dnia banany z pastą przełóż do naczynia, w którym całość będziesz blendować. Dolej pół szklanki napoju roślinnego. Możesz odczekać jakieś 3-4 minuty, aby nie blendować bananów jak kamieni, ale nie jest to konieczne, jeśli masz dobry blender. Banany powinny dać się blendować na gładką masę. Całość dokładnie zmiksuj na gładką masę.


Lody są gotowe do spożycia od razu po zblendowaniu i dość szybko (szybciej, niż tradycyjne lody z pudełka) się topią, więc należy mieć to na uwadze przy wcześniejszym wykładaniu lodów. Najlepiej po prostu zblendować je od razu przed podaniem.


Tak przygotowane lody udekoruj ulubionymi dodatkami. U mnie pod ręką był akurat świeży rabarbar i suszone daktyle, które dodatkowo można żuć, więc to urozmaica konsystencję. Dodaj prażone ziarna słonecznika, uprażone pestki dyni, cynamon, startą na tarce gorzką czekoladę i ciesz się domowym deserem, który zachwyci całą rodzinę!

Mam nadzieję, że ten szybki przepis na stałe zagości w Waszym domu, zwłaszcza podczas tych cieplejszych dni, które przecież wciąż przed nami! :)

Robicie domowe lody, czy raczej nie lubicie takich eksperymentów? A może macie ulubione przepisy? Z chęcią się im przyjrzę :)

poniedziałek, 11 maja 2020

Cześć!
U Was też niemal codziennie pachnie drożdżami? U mnie ten zapach unosi się w powietrzu tak długo, że niemal zdążyłam się do niego przyzwyczaić. W czasach pandemii najważniejsze jest to, aby mimo wszystko dobrze traktować nie tylko swoją głowę, ale i ciało. Przez żołądek do serca mówią... :)



Dzisiejszy wpis jest pozbawiony jakiegokolwiek przepisu, bo przyznam szczerze, że obecnie na eksperymenty sama nie mam weny, ale posiłkuję się tym, co ktoś już wymyślił i zgrabnie przedstawił u siebie :) Wyrabiam, patrzę jak rośnie, zagniatam. Na zdjęciach wyżej buchty - połączone bokami bułeczki drożdżowe. Niebiańsko maślane, puszyste, mięciutkie. Idealne na ciepło z masłem lub dżemem.



A tutaj mamy zawijańce drożdżowe z dżemem truskawkowym domowej roboty. Wspaniałe zarówno w dniu upieczenia, jak i następnego dnia. Dla mnie jedna z lepszych przekąsek, którą udało mi się upiec na tej kwarantannie (buchty i tak wygrywają). Dość łatwe w przygotowaniu, dodatkowo można wykorzystać różne wariacje z nadzieniem: ser twarogowy na słodko, domowa nutella, masło orzechowe, pasta z makiem, możliwości jest naprawdę dużo.



Z racji tego, że w mojej zamrażarce mam ponad 1,5 kg drożdży - w mojej kuchni przyszedł także czas na drożdżowe rogaliki z dżemem z czarnej porzeczki. Dość słodkie ciasto fajnie równoważone było dzięki kwaśnemu dżemowi. Dla mnie niebo w gębie. Bardzo lubię takie połączenia. Rogaliki zniknęły jeszcze w ten sam dzień, więc wiem, że przepis mogę dodać do ulubionych :)

I tak, świeże drożdże z powodzeniem można mrozić (do pół roku), więc jeśli macie jakąkolwiek nadwyżkę, warto je zamrozić. Przyznam szczerze, że wydaje mi się, że ciasto lepiej pracuje na drożdżach mrożonych, niż na tych typowo świeżych, ale może to tylko moje odczucie :)

Zabierajcie się za wypieki, podejmijcie się czegoś, czego jeszcze nie mieliście okazji próbować. To idealny czas na domowe wypieki, żadna z obecnych chwil już więcej się nie powtórzy.

poniedziałek, 23 marca 2020

Cześć!

Dawno mnie tu nie było, ale sami doskonale zdajecie sobie sprawę, jak wygląda obecnie sytuacja na świecie. Ciężko było mi się do czegokolwiek zmotywować, ale mam dla Was przepis, dzięki któremu umilimy sobie ten czas, który i tak trzeba spędzić w domu. Coś słodkiego zawsze jest w stanie poprawić nasz humor, więc do dzieła!


Bułeczki drożdżowe z kruszonką - przepis


Do wykonania tych bajecznych bułeczek potrzebujesz:
  • 40 g świeżych drożdży,
  • 100 g cukru,
  • 2 żółtka (białka pozostaw do posmarowania bułeczek z góry),
  • całe opakowanie cukru wanilinowego,
  • 250 ml mleka,
  • 500 g mąki pszennej,
  • 70 g miękkiego masła,
  • 1/2 łyżeczki soli
I na kruszonkę:
  • 70 g mąki,
  • 50 g cukru,
  • 50 g masła.

Do ciepłego mleka dodaj drożdże, cukier, cukier waniliowy oraz żółtka. Całość dokładnie wymieszaj do połączenia składników. Dodaj mąkę, masło i sól. Całość dokładnie wymieszaj i wyrób ciasto. Miskę przykryj ściereczką i odstaw do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 30-40 minut.

Podczas wyrastania ciasta przygotuj kruszonkę. Wymieszaj mąkę z cukrem i masłem. Zrób niedbałe okruchy. 



Gdy ciasto wyrośnie odrywaj po kawałku i formuj bułeczki o wybranym kształcie i wielkości. Pamiętaj, że w piekarniku one jeszcze nieco urosną, więc zachowaj odstępy. 


Uformowane bułeczki posmaruj białkiem i posyp przygotowaną kruszonką. Piekarnik rozgrzej do 170° C, ustaw na tryb z termoobiegiem. Gdy piekarnik będzie rozgrzany wstaw do niego bułeczki na około 25 minut, monitorując ich poziom przypieczenia.



Bułeczki powinny być przyrumienione. Po wyciągnięciu z piekarnika odłóż je na kratkę do chwilowego przestygnięcia. Zaparz sobie ulubioną kawę lub przygotuj herbatę i zajadaj się, relaksując i czekając, aż świat wróci do normalności.


Bułeczki świetnie smakują od razu po upieczeniu. Są delikatne, puszyste, naprawdę warte tych kilkunastu minut w kuchni. Osłodzą każdy dzień i sprawią, że na buzi choć na chwilę pojawi się uśmiech :)

czwartek, 20 lutego 2020

Cześć!

Na blogu obchodzę już drugi tłusty czwartek :) Tak było w zeszłym roku - pączki w innej odsłonie. W tym roku poszłam w nieco bardziej tradycyjną stronę - zrobiłam lane chrusty.

Przepis jest banalnie prosty i jego wykonanie również, nie ma tutaj większej filozofii - wszystko wychodzi za pierwszym razem.


Do przygotowania lanych chrustów potrzebujesz:
  • 1,5 szklanki mąki pszennej,
  • 3/4 szklanki mleka,
  • około 2 łyżek spirytusu,
  • 3 średnie lub 4 małe jajka,
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia.
To wszystko :)


W szklanej lub metalowej misce wymieszaj dokładnie trzepaczką mąkę z jajkami i mlekiem. Pamiętaj, aby wszystkie składniki były w temperaturze pokojowej. Do wymieszanych składników dodaj spirytus i proszek do pieczenia. Całość ponownie wymieszaj do uzyskania jednolitej masy.


Do garnka z szerokim dnem wlej około 400 ml oleju - u mnie rzepakowy. Rozgrzej go na dużym ogniu. Pamiętaj, że temperatura oleju musi być wysoka po to, aby chrusty nie chłonęły zbyt dużo tłuszczu. Z tego samego powodu do ciasta dodaje się spirytus :)


Gdy olej będzie widocznie rozgrzany ciasto wlej do rękawa cukierniczego i wlewając na gorący olej formuj kształty, jakie Ci tylko przypadną do gustu. To mogą być kółeczka, szlaczki, różne zawijasy - tylko wyobraźnia Cię ogranicza!




Gdy chrusty się zarumienią można przerzucić je na drugą stronę, a później na ręcznik papierowy, aby odsączyć nadmiar tłuszczu. Lekko przestudzone chrusty lane dekorujemy cukrem pudem i zajadamy ze smakiem!

piątek, 14 lutego 2020

Cześć!

Dość rzadko goszczą u mnie przekąski słone, ale oto jest! Domowe pieczywo chrupkie, które idealnie sprawdzi się jako przekąska do pracy czy na podróż. Uwielbiam takie różnorodne zastosowania wypieków. 

Domowe pieczywo chrupkie - przepis

Przepis jest banalnie prosty, bo wystarczy jedynie wymieszać suche składniki, połączyć z wodą i oliwą i rozłożyć na blasze - nic prostszego! Masz sporo wolnego czasu wieczorem i pusty piekarnik? Działaj! A rano zabierzesz ze sobą aromatyczną przekąskę!


Do przygotowania takiego domowego pieczywa chrupkiego potrzebujesz:


  • 100 g polenty (kaszki kukurydzianej),
  • 60 g łuskanych nasion konopi,
  • 40 g mielonego siemienia lnianego,
  • 40 g posiekanych pestek dyni,
  • 30 g słonecznika,
  • 30 g czarnuszki,
  • 1 spora łyżeczka mielonej papryki wędzonej,
  • 3 łyżeczki mielonej papryki słodkiej,
  • 1 łyżeczka soli,
  • około 300 ml wody,
  • około 60 ml oliwy z oliwek.
Przed przygotowaniem całości rozgrzewam piekarnik do 150 °C.



Po kolei dodaję odmierzone suche składniki. Mieszam je w misce drewnianą szpatułką. 


Po tym czasie dodaję do suchych składników 300 ml wody i około 60 ml oliwy z oliwek. Całość dokładnie mieszam do połączenia składników. Przyjrzyjcie się, jak pięknie całość nabiera koloru od papryki :)


Blachę wykładam papierem do pieczenia. U mnie do tej pory najlepiej sprawdzał się papier do pieczenia w arkuszach. Nie muszę wirować w kuchni z pełnym opakowaniem papieru i nożyczkami czy nożem, bo wyciągam po prostu arkusz i gotowe :) To znacznie ułatwia pieczenie, zwłaszcza, gdy wciąż ma się brudne ręce i nie ma kogo poprosić o pomoc :)

Przygotowaną masę umieszczam na blasze - dokładnie rozprowadzam masę do cienkiej warstwy, aby pieczywo wyszło chrupie. Im grubsze - tym mniejsza szansa na to, że uzyska się zamierzony efekt. Dzięki dodatkowi siemienia lnianego całość robi się fajnie rozciągliwa i elastyczna, dobrze się rozprowadza.

Całość wsadzam do rozgrzanego piekarnika na około 25 minut.


Po tym czasie blachę wyciągam z piekarnika. Za pomocą noża/drewnianej szpatułki kroję masę na "kromki" pożądanej wielkości. Możesz z tego zrobić małe krakersiki, kromki jak typowe pieczywo typu wasa. Całość ponownie wsadzam do piekarnika na około 30 minut monitorując, aby nic się nie przypaliło :)


Po upływie około pół godziny całość wyciągam, rozdzielam te kromki, które niedokładnie były poprzekrajane i wykładam na kratkę, aby odparowały i wystygły.


To kluczowy moment, jeśli chodzi o to, aby kromki zachowały swoją chrupkość :) No powiedzcie sami - czyż nie wyglądają na idealną przekąskę? Nawet na imprezie karnawałowej świetnie się sprawdzą!


Tak gotowe pieczywo chrupkie po wystygnięciu przekładam do pojemniczka, ale nie zamykam szczelnie. Przy szczelnym zamknięciu całość zrobi się miękka i nie będzie to już chrupkie pieczywo :) Aromatu całości nadaje tutaj oczywiście papryka wędzona. Takie przekąski pełne ziaren są idealnym uzupełnieniem diety!

piątek, 7 lutego 2020

Cześć!

Dzisiaj mam dla Was coś przepysznego, coś, co będzie idealnym uzupełnieniem zimowego wieczoru. Do tego pyszne kakao lub rozgrzewająca herbata i relaks jak znalazł :) Mam nadzieję, że ten przepis jak najbardziej przypadnie Wam do gustu i rozpieści Wasze podniebienia!


Muffinki czekoladowe bezglutenowe - przepis

Jeśli tak, jak ja uwielbiacie wszystkie, co ma w sobie czekoladę i kakao, to ten przepis będzie dla Was idealny! Podwójnie czekoladowe muffinki, w dodatku bez glutenu - czy to brzmi jak niebo? :)

Do przygotowania tych muffinek potrzebujesz:
  • niepełnej szklanki mąki ryżowej,
  • około połowy szklaki mąki kokosowej,
  • 1 szklanki mielonych migdałów (lub mąki migdałowej),
  • około pół szklanki kakao,
  • odrobinę mniej, niż pół szklanki słodzika np. erytrytolu, ksylitolu,
  • półtorej łyżeczki proszku do pieczenia,
  • pół łyżeczki sody,
  • szczypta soli,
  • około 300 ml dowolnego napoju roślinnego lub mleka krowiego,
  • pół szklanki oleju rzepakowego lub słonecznikowego,
  • około 50 g gorzkiej czekolady (od razu możesz posiekać ją nożem na mniejsze kawałki)
  • 2 jajka.
Pamiętaj, że wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.



Na samym początku rozgrzej piekarnik do 170° C. Przygotuj sobie foremki do babeczek.

W misce wymieszaj dokładnie wszystkie sypkie składniki, czyli mąki, kakao, słodzik, proszek do pieczenia, sodę, sól.

W drugiej misce wymieszaj dokładnie jajka z olejem.



Mokre składniki wlej do suchych i dokładnie wymieszaj.


Do wymieszanych, mokrych składników dodaj połowę posiekanej gorzkiej czekolady.


Całość ponownie dobrze wymieszaj.



Powstałą masę przelej do foremek i nie przejmuj się, że konsystencja jest bardzo luźna. Babeczki udadzą się :) Gdy uzupełnisz foremki, udekoruj je z góry kawałkami pozostałej gorzkiej czekolady.


Muffinki wsadź do rozgrzanego piekarnika na około 20 minut. Po upieczeniu wyłącz i uchyl piekarnik - zostaw w nim babeczki na jeszcze około 15 minut, aby odpoczęły. Po tym czasie wyciągnij je z piekarnika i zostaw do wystygnięcia lub wcinaj jeszcze ciepłe :)


Pyszne, podwójnie czekoladowe i w dodatku bezglutenowe babeczki polecają się na zimowe wieczory i jako przekąska do pracy. Pięknie wyrastają, są niesamowicie mocno czekoladowe, dość słodkie, wilgotne w środku i nie wysychają.